piątek, 20 lutego 2015

Ponglish, czyli o czystości języka

Ten post chciałam napisać już dość dawno temu, ale jakoś się nie składało i na pewien czas o nim zapomniałam. Ponieważ jednak dziś obchodzony jest Dzień Języka Ojczystego postanowiłam, że będzie to dobra okazja, aby go opublikować.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został powołany w 1999 roku z myślą o upamiętnieniu wydarzeń z Bangladeszu z  1952 roku, kiedy to podczas demonstracji zginęło pięciu studentów, domagających się, aby język bengalski stał się językiem urzędowym. Dzień Języka Ojczystego ma pomagać ochronie różnorodności językowej jako dziedzictwa kulturowego.
Szacuje się, że niemal połowie z 6000 języków świata grozi zanik w ciągu najbliższych 100-120 lat, a tylko w drugiej połowie XX wieku przestało istnieć około 250 języków.

Z pewnością zaobserwowaliście w ostatnich kilku(nastu) latach, że do języka polskiego wkradła się bardzo duża ilość słów i zwrotów zapożyczonych z języka angielskiego, który  co prawda jest najpopularniejszym językiem międzynarodowym i można się dzięki niemu porozumieć niemal na całym świecie, ale co innego rozmowa z obcokrajowcem, a co innego kaleczenie polszczyzny. Angielskiego uczymy się od najmłodszych lat, zanim jeszcze nauczymy się poprawnie mówić po polsku. I może nie było by w tym nic złego, bo dzięki temu otwierają się przed nami nowe możliwości - poczynając od rozrywki, a na karierze zawodowej kończąc. Należy jednak znać umiar i ucząc się języków obcych, nie zapominać o własnym, ojczystym. 
Wielu ludzi, głównie młodzieży, choć nie tylko, wtrąca do swoich wypowiedzi mnóstwo angielskich słów, dla osób nie znających tego języka, szczególnie ze starszego pokolenia, tak sformułowane zdania mogą być zupełnie niezrozumiałe, co więcej w ten sposób zanika czystość, poprawność i unikalność języka polskiego.


Język jest tworem żywym i nieustannie ewoluującym, jednak  anglizowanie go nie wydaje mi się czymś pozytywnym. Może nie jestem purystą językowym, mieszkam poza Polską, gdzie na co dzień używam języka angielskiego i często w mowie potocznej wtrącam angielskie słowa czy zwroty, ponieważ jest mi tak wygodniej, łatwiej i szybciej, jednak gdy rozmawiam  z osobami, które na co dzień nie mają styczności z tym językiem, staram się mówić poprawną polszczyzną bez zapożyczeń i angielskich wtrąceń. Szczególnie podczas pisania staram się poprawnie używać języka polskiego, uważam, że jest to bardzo istotne, stanowi o mojej kulturze i szacunku dla czytelnika i do rodzimego języka.

Wydaje mi się jednak, że nie wszyscy mają potrzebę dbania o język i czytelników. Nie wiem czy to przez ignorancję czy nieświadomość angielski stał się w Polsce aż tak popularny, że nie można bez niego wypowiedzieć jednego zdania? Rozumiem, że to może być "trendy" i "cool", jednak nie zapominajmy, że o ten język walczyli nasi przodkowie. Już w XVI wieku Mikołaj Rej walczył o poprawność polszczyzny, wtedy konkurowała z nią łacina, a w późniejszych epokach inni satyrycy natrząsali się z makaronizmów włoskich i francuskich tak gęsto, a przy tym często niepoprawnie wplątywanych w polską mowę. 
Ponadto nasi przodkowie w czasach zaborów walczyli o to, aby mogli używać języka polskiego i żeby nie został on wymazany z mapy języków świata, nie dali się zrusyfikować, ani zgermanizować, a obecnie sami na własne życzenie się anglizujemy. Jest to smutne zjawisko, powinno dać do myślenia i skłonić do większej dbałości o język polski. 
Nasz język jest tak bogaty i urozmaicony, że nie trzeba wprowadzać do niego obcych słów, szczególnie gdy istnieją polskie odpowiedniki.

Najbardziej mierzi mnie, gdy ludzie piszą coś takiego "Jutro odbędzie się event dla wytwórców biżuterii hand-made, wejście za free".  Mam wrażenie, że obecnie język polski wygląda tak:

Nie ma spotkań- są meetingi
Nie ma wydarzeń - są eventy
Nie ma rękodzieła - jest hand-made
Nie ma naleśników - są pancakes
Nie ma babeczek - są muffiny
Nie ma wyprzedaży - są sale
Nie ma pokazów - są showy
Nie ma prywatki - są party
Nie ma barów - są puby
Nie ma "przy okazji" - jest BTW
Nie ma "co jest do cholery" - jest WTF

Nie dość, że angielskie słowa, to jeszcze z polskimi końcówkami(!) wg mnie to potworki językowe. Przykłady można oczywiście mnożyć ;)

Język jest dobrem narodowym i stanowi podstawę jego tożsamości, dlatego też trzeba o niego dbać i go pielęgnować. Wiele języków świata zanika, nie pozwólmy, aby nasz język ojczysty poddał się globalizacji i ujednoliceniu.

A co Wy sądzicie o wplątywaniu do języka polskiego nadmiernej ilości słów obcojęzycznych? Koniecznie podzielcie się swoimi spostrzeżeniami!

Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Świetny tekst ! Pozdrawiam, Pati :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, a czy Tobie zdarza się używać norweskich słów/zwrotów podczas rozmowy po polsku?

      Usuń
  2. A czy BTW to nie "nawiasem mówiąc " ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o kurcze, tak oczywiście, pomyliłam skróty, musiałam myśleć o czymś innym ;) już poprawiam ;) Dziękuję;)

      Usuń
  3. Pracuję w dużej korporacji (z kapitałem zagranicznym) i zdarza mi się widzieć takie potworki:
    "Przyślij me asap feedback bo deadline się zbliża". Zęby mnie bolą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten cytat idealnie pasowałby do tego wpisu;)
      Wydaje mi się, że nie jest istotne, że to korporacja z zagranicznym kapitałem, ale polska firma (biuro) w Polsce, gdzie zatrudnieni są Polacy, którzy mówią po polsku, dlatego też powinni używać języka polskiego! :) W końcu nie są to słowa, które nie mają polskich odpowiedników!

      Usuń

Serdecznie dziekuję za komentarze! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...