piątek, 30 stycznia 2015

Podsumowanie Minimalistycznego Wyzwania

Dzisiejszy post jest podsumowaniem Minimalistycznego Wyzwania zaproponowanego przez Kasię z bloga Simplicite, a jednocześnie moimi dalszymi przemyśleniami dotyczącymi minimalizmu. Wpis Kasi niejako zmusił mnie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) do zastanowienia się nad sobą i nad sposobem w jaki żyję i czym się otaczam. 
Doszłam do wniosku, że pod pewnymi względami mogę utożsamiać się z założeniami tej ideologii, nad innymi muszę jeszcze sporo popracować. Mimo to przyznaję, że sprawia mi to przyjemność, a czyste i uporządkowane otoczenie wpływa pozytywnie na moje samopoczucie. Mam wrażenie, że ta chęć dążenia do minimalizmu gdzieś we mnie siedziała, a to wyzwanie stało się katalizatorem do jej wyzwolenia, sprecyzowania i ukierunkowania. 


Kasia zaproponowała w swoim wyzwaniu kilka zadań - jedne czysto fizyczne mające na celu uporządkowanie przestrzeni wokół nas, ale także kilka psychologicznych, które z kolei miały wpłynąć na nasze samopoczucie i mentalne ulepszenie siebie. Te psychologiczne zadania przyszły mi o wiele trudniej niż te związane z uporządkowaniem szafek czy półek ;)  Wynika to głównie z tego, że nie bardzo wierzę w takie psychologiczne ćwiczenia i jestem sceptycznie nastawiona do ich skuteczności (chyba, że to ja jestem na nie odporna?).

Poniżej przedstawiam zaproponowane przez autorkę Simplicite zadania oraz krótkie opisy tego jak sobie z nimi poradziłam. 

1. Uporządkuj gazetownik - nie mam gazetownika, ale w  szafie we wnęce mam półkę, na której stała masa gazet fotograficznych, do których właściwie nie zaglądałam. Co wiecej były one zalane i zniszczone, postanowiłam je przejrzeć, wybrać artykuły, które mogą mi się przydać, a resztę wyrzucić. Tak też zrobiłam. Jestem z tego bardzo dumna, ponieważ mam raczej problem z wyrzucaniem i pozbywaniem się rzeczy. Ostatnio zaczęłam jednak powoli i małymi kroczkami oczyszczać swoją przestrzeń i decyduję się na wyrzucanie rzeczy, które latami gdzieś tam zalegały i zajmowały miejsce. 

2. Znajdź 20 minut na świadomą celebrację bycia "tu i teraz" - aby rozpocząć celebrację bycia "tu i teraz" trzeba w pierwszej kolejności wyjaśnić co to oznacza. Najprościej rzecz ujmując jest to cieszenie się i świadome przeżywanie chwili obecnej, uświadamianie sobie wykonywanych czynności, oddawaniu się cala soba tylko temu czym w danej chwili się zajmujemy, a nie myślenie o stu innych sprawach. Chyba rozumiecie w czym rzecz? :) Mnie ostatnio często zdarza się coś robić, jednocześnie mając myśli zaprzątnie zupełnie czymś innym, przez co nie jestem świadoma tego co robię. Dla przykładu ostatnimi czasy nie mogę skupić się na czytaniu, ponieważ w głowie krążą mi inne myśli dotyczące 10 różnych spraw, mam sto pomysłów na minutę, myślę o tym, aby coś sprawdzić w internecie, o tym co powinnam zrobić następnego dnia, co przygotowac na obiad itp, itd, a po chwili orientuję się, że nie mam pojęcia o czym czytam. Mając ostatnio trochę wolnego czasu i spokoju powróciłam do spokojnego oddawania się lekturze, skupiłam się na historii którą czytałam i nie myślałam o niczym innym, stopiłam się z bohaterami i czułam się jakbym weszła w fabułę (inna rzecz, że książka była niesamowicie wciągająca;)). Już od bardzo dawna nie czerpałam takiej przyjemności z czytania. 
Innym przykładem czynności, którą odbieram świadomie i całą sobą jest jazda na rowerze. I nie chodzi tu tylko o to, że jest to aktywność fizyczna wymagająca skupienia, koncentracji i koordynacji ruchowej. Z jazdy na rowerze czerpię ogromną przyjemność, choć i tu czasami zdarza mi się myśleć o czymś innym (szczególnie podczas dojazdów do/z pracy tą samą drogą), a po chwili uświadamiam sobie, że nie pamiętam jak pokonałam ostatni kilometr! Na szczęście jednak zazwyczaj koncentruję się na jeździe, rozglądam się, podziwiam krajobrazy, chłonę widoki, odkrywam świat z poziomu siodełka i cieszy mnie wszystko, a uśmiech sam wypływa na twarz. (O rowerze na blogu będzie w tym roku z pewnością więcej).

3. Zrób coś nowego - dieta. Zostałam do tego niejako zmuszona względami zdrowotnymi, ale oczywiście wyszło mi to na zdrowie. Sporo schudłam, mam dużo energii i z niecierpliwością czekam na dłuższe i cieplejsze dni, aby spożytkować ją odpowiednio na świeżym powietrzu. Jednocześnie przygotowuje sobie posiłki do pracy, dzięki czemu mogę również tam jesc dietetycznie, smacznie i zdrowo. A dodatkowo oszczędzam pieniądze, ponieważ nie wydaje ich na jedzenie w stolowce. W zeszłym roku doszło do tego, że kupowałam tam śniadanie i lunch (frytki i pie), a czasami także jeszcze jakąś popołudniową przekąskę (chipsy, chrupki, ciasteczka) co po pierwsze odbiło się na moim zdrowiu (i wadze), a także mocno osłabiało mój budżet.

4. Nie kupuj przez cały dzień - to spokojnie mi się udaje i jest jednocześnie związane z moim planem oszczędzania w tym roku;) 

5. Wyłącz FB - lubię zaglądać na FB, ponieważ używam go do śledzenia wiadomości oraz wpisow na innych blogach, poza tym lubię wiedzieć co się dzieje na świecie i u moich znajomych, jednak wyłączenie go na cały dzień nie stanowi dla mnie problemu i mogę to zadanie spokojnie uznać za wykonane ;) 

6. Pozbądź się rzeczy, do której masz sentyment - tu jako przykład mogę podać kilka rzeczy, które wyrzuciłam przy okazji sprzątania na półce z książkami czy butami. Pozbyłam się także kilku rzeczy z box roomu (wiecej o tym w punkcie 21).

7. Skup się na 1 zadaniu nieprzerwanie przez 30 minut - muszę przyznać, że w ostatnim czasie mam z tym  duży problem. Zdecydowanie zbyt wiele rzeczy mnie rozprasza, nie mówię już nawet o FB, telewizji czy gotującym się obiedzie, ale zwyczajnie o rozproszonych myślach. Nie mogę skupić się na tym co powinnam w danej chwili robić. Moje myśli krążą i skaczą z jednej na drugą i taki ciąg myślowy często mnie rozprasza i ostatecznie zapominam o czym myślałam na początku. 
Jeżeli mam zabrać się do jakiejś pracy, szczególnie umysłowej, to zdecydowanie najlepiej pracuje mi się rano do wczesnych godzin popołudniowych. Najlepiej, szybko i efektywnie pracuje mi się gdy jestem sama w domu, mam  wtedy cieszę i spokój. Gdy muszę zrobić coś, co wymaga mojej inwencji twórczej, nie włączam żadnych rozpraszaczy typu radio, TV, FB, telefon odłączam od sieci, aby nie przychodziły żadne powiadomienia. W ten sposób mogę pracować nad jednym zadaniem nawet dłużej, szczególnie gdy mam dobry dzień, uporządkowane myśli i plan na to co chcę napisać ;) 

8. Wykonaj ćwiczenie wdzięczności - tu niestety spotkała mnie porażka. Nie byłam w stanie napisać listu z podziękowaniem dla kogoś komu jestem za coś wdzięczna. Jestem oczywiście wdzięczna rodzicom i siostrze za to, że są i za to że wiele dla mnie zrobili i pomagali mi gdy tego potrzebowałam. Jednak zwyczajnie nie czuję się na siłach na pisanie takiego listu, może dlatego że nie jestem raczej osobą wylewną nawet w stosunku do najbliższej rodziny. 

9. Uporządkuj półkę z książkami - uporządkowałam półkę, która pod ciężarem książek się zarwała ;) Natomiast całą torbę starych książek, zaniosłam do second handu. 



10. Wyczyść FB - to był dobry pomysł, usunęłam z grona znajomych ludzi, których nie znam i "odlubiłam" strony, którymi nie jestem zainteresowana.

11. Zrób coś dobrego - z tym zadaniem miałam problem. Nie to, że jestem zła i nie robię dobrych uczynków, tylko po prostu jakoś nie było okazji, może poza oddaniem książek do second handu ;) Ale będę próbować.

12. Opisz wartości, którymi kierujesz się w życiu - tu też musiałam się chwilę zastanowić, bo niby jest to takie oczywiste, ale gdy trzeba je sformułować pojawiają się schody. Do najważniejszych wartości jakimi kieruję się w życiu zaliczyłabym przede wszystkim wolność i swobodę. Istotne są dla mnie także szczerość i uczciwość. Cenię sobie również jakość we wszystkich aspektach, wymagam jej zarówno od siebie jak i od innych. Do rzeczy bardzo istotnych w moim życiu, choć może z nieco innej kategorii, zaliczyłabym także rower i podróże, bez których chyba nie mogłabym żyć .

13. Uporządkuj szafkę z butami - to była spora niespodzianka, ponieważ nawet nie wiedziałam, że mam tyle butów;) Uporządkowałam je, wyczyściłam, a kilka par wyrzuciłam, ponieważ były zniszczone lub zwyczajnie rzadko w nich chodziłam, bo zwyczajnie ich nie lubiłam. Należę jednak do tych osób, które używają danej rzeczy do czasu aż się kompletnie zużyje, dlatego szkoda mi wyrzucać czegoś dobrego i niezniszczonego, które jeszcze nadaje się do użytku. 

14. Wyłącz telewizor na cały dzień - lubię żeby mi coś gadało, gdy robię coś w domu, ale często jest tak, że potrzebuję ciszy i spokoju, aby się skupić czy zwyczajnie odpocząć. Z telewizją mam zrywy, czasami włączam TV gdy wstaje, a wyłączam gdy idę spać, ale z drugiej strony bywa tak, że nie jest włączany przez miesiąc. Wszytko zależy od tego jakimi innymi sprawami się zajmuje, które często są ważniejsze czy ciekawsze niż telewizja ;) 

15. Stwórz listę marzeń - moja lista marzen jest krótka, ale za to treściwa - móc zarabiać na życie tym co lubię robić, móc bez ograniczeń podróżować. 

16. Wyczyść skrzynkę mailową - to było trudne i ciężkie zadanie, ale moja poczta już od dawna się tego domagała;) Od razu się tam jakoś przetarło, jednak ilość maili jaka przychodzi (głównie newsletterów i reklam) jest tak ogromna, że takie czyszczenie można spokojnie robić raz w tygodniu ;) 

17. Wykonaj ćwiczenie optymizmu - to kolejne trudne dla mnie zadanie. Polega ono na spisaniu wszystkich dobrych rzeczy, które spotkały nas w ostatnim czasie. Jak już wspomniałam psychologiczne triki na mnie nie działają, a ponadto w moim życiu niewiele się dzieje, jest w nim dużo rutyny i pracy, dlatego też trudno było mi znaleźć coś wyjątkowego. Gdy jednak się nad tym mocniej zastanowiłam, wymyśliłam kilka takich rzeczy - było to pójście na łyżwy, pierwszy raz od chyba dwóch lat, a ponadto było to pierwsza wieksza dawka ruchu po prawie dwóch miesiącach siedzenia w domu. Ponownie po dłuższej bezczynności fizycznej wróciłam do jazdy rowerem - wspaniałe uczucie, a pogoda na takie przejażdżki rewelacyjna ;) Wieczór filmowy, połączony z graniem w nową grę planszową oraz pysznymi kolorowymi kanapeczkami na przekąskę. Poza tym podczas kilku początkowych dni wyzwania, kiedy to byłam jeszcze na zwolnieniu lekarskim i siedziałam w domu, miałam mnóstwo czasu na robienie różnych rzeczy, między innymi porządki, pisanie, czytanie, zajmowanie się domem. I muszę przyznać, że bardzo mi się to podobało i byłam z tego bardzo zadowolona. W ogóle nie brakowało mi pracy, miałam mnóstwo czasu i energii, to niestety znacznie się zmieniło po powrocie za biurko ;( i uświadomiło mi jak bardzo chciałabym zajmować się czymś innym niż chodzeniem do biura, gdzie spędzam pół życia, a po powrocie do domu nie mam na nic siły, ani ochoty. Jedyną zaletą tej pracy są elastyczne godziny, dzięki którym mogę tam pójść i wyjść o dowolnej godzinie między 6.20 a 20, a na koniec okresu rozliczeniowego nie mogę zejść poniżej -7,5h ;) 

18. Zrób to, co zawsze odkładasz na później - powiesiłam obrazki, które kupiłam kilka lat temu, po czym schowałam do szuflady i o nich całkowicie zapomniałam. Przypominało mi się o nich tylko wtedy, gdy otwierałam tę szufladę, jednak w tym momencie akurat nie miałam czasu na ich powieszenie. W końcu jednak nadeszła ich pora i zawisły na ścianie ;) Na swoją kolej czekają także kwiatki, które muszę poprzesadzać, ale poczekam z tym do wiosny, aż będzie nieco cieplej i jaśniej;) 

19. Zrób listę zakupów - listy zakupów robię nieustannie i na bieżąco, głównie aby niczego nie zapomnieć (zakupy spożywcze), choć oczywiście z każdych zakupów wracam zazwyczaj z rzeczami z listy i dodatkową torbą innych rzeczy, które akurat wpadły mi w oko, albo które się przydadzą, albo były w promocji/dobrej cenie, itp. 
Robię także listy na inne zakupy, np. gdy wybieram się do IKEA, ponieważ jeżdżę tam raczej rzadko, to przez dłuższy czas spisuję rzeczy, które powinnam kupić, gdy lista się zapełni - jadę na zakupy. 
Inną listą jest lista większych/droższych rzeczy do kupienia, nic pilnego, ale coś co chciałabym mieć i planuje kupić w bliżej nieokreślonym czasie. Obecnie na tej liście są rolki, zewnętrzny dysk do komputera, krzesło do biurka oraz części do roweru. Przy czym punkt pierwszy i ostatni stały się obecnie priorytetem, ponieważ sezon się zbliża;) Części kupię sama, a o rolki poproszę na urodziny ;) 

20. Moje wyzwanie - uporządkowanie szafy i przejrzenie ubrań - jednym z moich indywidualnych wyzwań było uporządkowanie szafy. Muszę przyznać, że z różnych niezależnych ode mnie powodów zadanie to rozciągnęło mi się strasznie w czasie. Wszystko dlatego, że postanowiłam zrobić generalne porządki, część rzeczy musiałam wyprać, większość poprzymierzać, a do tego postanowiłam kupić jakieś półki czy szuflady, aby pościel, piżamy i bielizna nie leżały w kartonach. To wiązało się z koniecznością wyprawy do IKEA, gdzie mogłam pojechać dopiero w weekend. Udało mi się kupić fajne szafki z drucianymi, wysuwanymi koszami, które idealnie pasują do szafy. Jestem bardzo zadowolona z wykonania tego zadania.



21. Moje wyzwanie - uporządkowanie box roomu - box room to niewielkie pomieszczenie w naszym mieszkanku, gdzie przechowujemy mnóstwo różnych, a potrzebnych rzeczy (ozdoby świąteczne, kartony od różnych urządzeń, których nie można wyrzucić, sprzęt turystyczny, odkurzacz, itp.) i oczywiście rowery. Ostatnio zabrałam się za sprzątanie tego pomieszczenia, trochę rzeczy udało mi się wyrzucić, inne poukładałam i posegregowałam. Teraz można tam spokojnie wprowadzić rowery i nawet wejść, choć przy drzwiach stoi kilka toreb, które czekają na "przerobienie", są w nich np. ulotki z różnych wyjazdów, które stopniowo wklejam do albumu scrapowego, a muszę przyznać, że przez kilka lat sporo się tego nazbierało. Tak to jest, gdy pewnych rzeczy nie robi się systematycznie. Oto kolejna nauka - za pewne sprawy trzeba brać się natychmiast! :)

Do powyższej listy mogłabym jeszcze dopisać: przesadzenie kwiatków, które juz bardzo sie tego domagaja, uporządkowanie szafy we wnęce i przejrzenie letnich ubrań (w końcu powoli trzeba szykować się do wakacji:)).

Czego mnie ta zabawa nauczyła

Jak już pisałam, ostatnio naszła mnie ogromna ochota na ogarnięcie swojej przestrzeni życiowej. Chcę mieszkać w czystym i uporządkowanym domu, mieć wszystko ładnie poukładane i ograniczyć posiadanie tylko do tego, co jest mi faktycznie potrzebne. Wyzwanie zmobilizowało mnie do wcielenia w życie tych planów. Jednym słowem zrobiłam w domu generalne porządki, starając się wyrzucać to co nie jest mi potrzebne, lub to czego nie używam. Okazało się to dość trudne, ponieważ mam sentyment do różnych rzeczy i zawsze mam wrażenie, że dana rzecz z pewnością jeszcze kiedyś do czegoś się przyda. Jestem jednocześnie pełna podziwu dla mojej siostry, która nie ma takich sentymentów i co najmniej dwa razy w roku robi w domu gruntowne porządki, czytaj wyrzucanie ubrań czy innych zbędnych rzeczy. Ja wyrzucenie każdej rzeczy, o ile nie jest zniszczona czy zepsuta, rozważam po 10 razy. Jednak, gdy ostatecznie się od niej uwolnię i mam luźniej na półkach, jestem zadowolona. 
Ograniczam także zakupy, oglądam jakąś rzecz, po czym odkładam ją dochodząc do wniosku, że albo nie mam na nią miejsca, albo nie jest mi niezbędnie potrzebna ;) 

Minimalizm jednak to nie tyko ograniczona ilość przedmiotów na półkach. To także jakość życia - życia szczęśliwego, świadomego, zgodnego z wyznawanymi przez nas wartościami i zasadami (mam zamiar napisać nieco więcej o tematyce slow life już wkrótce). I tak jak stosunkowo łatwo jest posprzątać mieszkanie i pozbyć się zbędnych rzeczy, tak nad wprowadzeniem zmian w życiu, aby być z niego zadowolonym, trzeba ciężko popracować. 

Wyzwanie to uświadomiło mi parę rzeczy i pomogło wprowadzić w życie kilka drobnych zmian, które z pewnością przyczynią się do prowadzenia lepszego, prostszego i bardziej świadomego życia w przyszłości.

Pozdrawiam!

niedziela, 25 stycznia 2015

Co robić, aby móc więcej podróżować

Początek nowego roku to świetny czas, aby zacząć planować wyjazdy, wakacje, urlopy. Wielu z Was z pewnością chciałoby móc podróżować lub podróżować więcej. Często jednak na przeszkodzie staje brak funduszy lub czasu. Dlatego też postanowiłam przygotować kilka porad, które mogą sprawić, że uda się Wam odłożyć nieco pieniędzy i zorganizować trochę czasu, aby odwiedzić ciekawe miejsca. 
Nie mam tu na myśli jedynie dwutygodniowych wakacji all inclusive na jakichś egzotycznych wyspach, ale przede wszystkim krótkie weekendowe lub 3-4 dniowe wyjazdy do innych miast, czy jednodniowe wypady za miasto. Wszystko zależy od tego co lubisz i co cię interesuje. Każdy nawet najmniejszy wyjazd może być wspaniałą podróżą z której przywieziesz masę wspaniałych wspomnień. 


piątek, 23 stycznia 2015

Torebkom foliowym NIE!

Na 23 stycznia przypada Dzień Bez Opakowań Foliowych.  Jest to doskonała okazja, aby porozmawiać o ekologii i  ochronie środowiska, przedstawić kilka moich pomysłów na to co my jako jednostki możemy zrobić, aby choć w niewielkim stopniu przyczynić się do ograniczenia ilości śmieci, w tym wypadku reklamówek. 


W Szkocji 20 października 2014 roku weszła w życie ustawa zobowiązująca sprzedawców do pobierania opłat za torebki jednorazowe (papierowe, foliowe i inne) w wysokości minimum 5 pensów (£0.05). Ma to na celu zmniejszenie ilości używanych reklamówek, a wszystko to oczywiście z myślą o ograniczeniu ilości śmieci i zadbaniu o środowisko naturalne. Z pewnością każdy z was widział fruwające torebki, trzepoczące na wietrze, pozaczepiane o gałęzie drzew, płoty, siatki, zatykające rury czy odpływy. Natomiast ich czas rozkładu może sięgać nawet 1000 lat! Torebki foliowe stanowią także duże zagrożenie dla życia dzikich zwierząt (szczególnie ptaków i zwierząt morskich). 


Warto się nad tym chwilę zastanowić i zaopatrzyć w torby wielokrotnego użytku np. płócienne czy parciane, które są wygodne, wytrzymałe i nie przyczyniają się do tak znacznego zwiększania ilości śmieci. Tego typu torby będą nam służyły latami i nie będziemy zalewani wielką ilością torebek foliowych, których kilka lub kilkanaście przynosimy do domu przy okazji każdych zakupów.


Ja do pobliskiego marketu już od dłuższego czasu chodzę z własną parcianą torbą. Jest ona wygodna (ma gruby, miękki uchwyt) i bardzo wytrzymała, dzięki czemu idealnie nadaje się do ciężkich zakupów (butelki, puszki). Ponadto zazwyczaj wynoszę w niej puste butelki i słoiki do pojemników na szkło, które mam po drodze do tego sklepu (o segregacji śmieci również chciałabym napisać, ponieważ z tego co zauważyłam jest to chyba nadal czynność w Polsce mocno zaniedbywana. Ja nauczyłam się segregować śmieci będąc tutaj na Wyspach i muszę przyznać, że dzięki temu widzę ile i jakich śmieci "produkuje" się w domu. Ponadto, czuję się jakoś lepiej, gdy dzielę śmieci i mam nadzieję, że w dalszym procesie zostaną one przetworzone i mniej trafi ich na wysypisko. Postanowiłam, że poruszę tę kwestię w osobnym poście już w najbliższym czasie). 
Ale wracając do toreb na zakupy… chodziłam ze swoją torbą, jednak gdy zakupy były większe i brakowało miejsca w mojej torbie, brałam reklamówki ze sklepu i do nich pakowałam sprawunki. Nie wyrzucałam tych przyniesionych ze sklepów foliówek, ponieważ wykorzystywałam je do innych celów, najczęściej służyły mi jako wkład do kosza na śmieci. Z biegiem czasu jednak ilość torebek, które uzbierały mi się w domu, była tak ogromna, że nie miałam ich gdzie upychać, a to przecież zaledwie kilka/kilkanaście torebek w tygodniu! (Wyobraźcie sobie ile torebek moglibyście zebrać tylko od swoich sąsiadów z klatki, bloku czy uliczki!). Przynosiłam ich jednak zdecydowanie więcej niż zużywałam na odpady. Jednak od czasu wprowadzenia opłat za torebki jednorazowe mój zapas reklamówek zaczął się zmniejszać, choć nadal jest ich sporo, wkrótce jednak będę musiała zastanowić się czym je zastąpić, bez konieczności kupowania innych worków foliowych na śmieci. 
W okolicach niektórych marketów na Wyspach ustawione są specjalne pojemniki na zużyte czy niepotrzebne torebki foliowe, które następnie są przetwarzane. Jest to jedna z metod ograniczania ich ilości i kontrolowanego recyclingu.

Od momentu wprowadzenia opłat za torebki jednorazowe zaczęłam nosić z sobą torby wielokrotnego użytku (grube foliowe lub płócienne), wkładam je do torebki i dzięki temu zawsze mam w co zapakować nawet nieplanowane zakupy. Dzięki temu nie tylko oszczędzam pieniądze (plan na ten rok), ale mam także poczucie spełnionego obowiązku obywatelskiego, jakkolwiek niemodnie i pompatycznie to brzmi - dokładam od siebie maleńką cząstkę czegoś, co być może przełoży się na poprawę jakości środowiska, początkowo na skalę lokalną, a kiedyś nawet globalną. Już dziś w wielu krajach na świecie wprowadzono zakaz używania torebek foliowych, co miejmy nadzieję, przyczyni się do ogólnoświatowego zmniejszenia zanieczyszczenia tym produktem. 

Gdy wybieram się na większe zakupy często zabieram plecak, gdyż noszenie w nim zakupionych rzeczy jest o wiele wygodniejsze, niż dźwiganie toreb. Warto jednak również do  plecaka włożyć jakąś torbę, gdyż może się okazać, że plecak nie mieści wszystkich zakupów ;)  

Jeżeli na co dzień poruszacie się samochodem, woźcie w nim kilka toreb, powtykane do schowków lub bagażnika z pewnością nie będą przeszkadzały, a przydadzą się gdy w drodze do domu zatrzymacie się po jakieś zakupy. Mogą również przydać się większe torby np. niebieska torba z IKEA, która jest idealna na ciężkie i/lub duże gabarytowo zakupy. Inną wygodną formą przewożenia zakupów w samochodzie są plastikowe składane skrzynki, w które możecie przepakować zakupy prosto ze sklepowego wózka, a potem wygodnie wnieść je do domu. Natomiast po złożeniu skrzynki te nie zajmują wiele miejsca.

      

Warto spróbować "cofnąć się w czasie" i zacząć chodzić na zakupy z wiklinowym koszem, tak jak pamiętam robiła to moja mama jakieś 20 lat temu ;) Wydaje mi się, że takie kosze są bardzo stylowe i powoli wracają do łask. 



Innym rozwiązaniem, szczególnie dobrym dla osób które nie powinny dźwigać, są torby na kółkach. Być może kojarzą się  one ze starszymi paniami, ale moim zdaniem są bardzo wygodne i niezastąpione podczas zakupów np. na rynku, można do nich napakować mnóstwo ciężkich przecież warzyw i owoców. A zdecydowanie wygodniej robić zakupy z takim wózkiem, niż z wrzynającymi się w dłonie reklamówkami. 



Wiele pięknych toreb wielokrotnego użytku, w przeróżnych wzorach i kolorach możecie znaleźć i kupić w sieci, lub uszyć je samodzielnie i przyozdobić wg własnych preferencji.



Jak widzicie jest mnóstwo opcji zastąpienia zwykłych foliówek różnego rodzaju innymi, pięknymi torbami. Dlatego też chciałabym, abyście postarali się, by dzień bez opakowań foliowych zamienił się w tydzień, miesiąc, rok, aż w końcu wkładanie zakupów do własnej torby stanie się dla Was czym normalnym i jak najbardziej naturalnym i całkowicie zapomnicie o braniu torebek jednorazowych ze sklepów. 

Pozdrawiam!

piątek, 16 stycznia 2015

Zjedzmy coś ostrrrego!

W związku z przypadającym dziś Dniem Pikantnych Potraw, postanowiłam przedstawić Wam przepis na harrisę - ostrą pastę z papryczek chili, którą można wykorzystać do przygotowania pikantnego dania. Harrisa wywodzi się z Tunezji i jest uważana za narodową przyprawę tego kraju, jest jednak również bardzo popularna w innych krajach północnoafrykańskich, a także w Izraelu i Armenii oraz wszędzie tam, gdzie występują duże skupiska ludności pochodzenia arabskiego. Używa się jej jako dodatku do sosów, gulaszów, zup, mięsa i ryb oraz oczywiście kuskusu, a także, bardzo powszechnej w kuchni arabskiej, ciecierzycy. Jak widzicie przyprawa ta ma mnóstwo zastosować i jest bardzo uniwersalna - można ją wykorzystać do przygotowania wielu dań. 


Jak już wspomniałam, głównym składnikiem harrisy są oczywiście papryczki chili, a także czosnek, zioła i przyprawy. Istnieje wiele wersji tej pasty, ja wybrałam chyba najprostszą, bo składającą się jedynie z kilku podstawowych składników (jednego rodzaju surowej papryczki chili, bez dodatków zwykłej, słodkiej papryki czy pomidorów, bo takie wersje również istnieją).  

Ostrość harrisy zależy od tego jakiego rodzaju papryczek użyjecie, ale warto pamiętać o tym, że kapsaicyna (substancja odpowiadająca za ostrość papryczek) rozpuszcza się w oliwie - dodając jej można złagodzić smak sosu. 

W moim przepisie wykorzystałam 6 średniej wielkości czerwonych papryczek chili, jednak ta ilość okazała się zdecydowanie niewystarczająca jak na nasze potrzeby, gdyż zawartość słoiczka zniknęła już podczas drugiego obiadu.



Co będzie potrzebne:
  • 6 dojrzałych czerwonych papryczek chili
  • 3 ząbki czosnku
  • 0,5 łyżeczki mielonej kolendy
  • 0,5 łyżeczki mielonego kuminu
  • 1 łyżeczka suszonej mięty 
  • 2 łyżki oliwy z oliwek 

Sposób wykonania:

Papryczki umyć i pokroić na mniejsze kawałki, nie usuwać pestek, ponieważ to one nadają ostrości. Ząbki czosnku obrać i wraz z papryczką wrzucić do blendera. Lekko zmiksować. Dodać wszystkie przyprawy i miksować przez dłuższą chwilę do uzyskania w miarę jednolitej masy. Przełożyć do małego słoiczka i zalać niewielką warstwą oliwy. Przechowywać w lodówce.



Harissa jest wspaniałym dodatkiem do wielu potraw, ponadto jest banalnie prosta i szybka w przygotowaniu. Gorąco polecam ją wszystkim fanom ostrych papryczek i życzę smacznego! 

Pozdrawiam!

wtorek, 13 stycznia 2015

Plan oszczędzania pieniędzy w 2015

Początek roku skłania do wielu planów i postanowień, pojawia się wśród nich także oszczędzanie pieniędzy. Muszę przyznać, że oszczędzanie nie jest moją mocną stroną, ponieważ wychodzę z założenia, że pieniądze są po to, aby je wydawać.  Choć staram się co miesiąc przesunąć jakąś kwotę na konto oszczędnościowe, aby coś odłożyć i mieć jakieś pieniądze na wyjazd czy jakiś większy zakup, to są takie miesiące, że nie udaje mi się tego zrobić, a czasami muszę nawet nadwyrężyć moje oszczędności.
Dlatego też postanowiłam coś z tym zrobić i jakoś zapanować nad swoimi wydatkami, a jednocześnie spróbować odłożyć jakąś sumę pieniędzy, bo szczytny cel na ich wydanie z pewnością się znajdzie ;) 
W sieci można znaleźć sporo artykułów na ten temat, postanowiłam z nich skorzystać, przetestować je i przekonać się, czy i ile uda mi się zaoszczędzić ;) 


Na początek postanowiłam zacząć od stworzenia skarbonki, ale nie takiej zwykłej do której wrzucałabym kiedy chcę i ile chcę, ale takiej nieco bardziej zaawansowanej, z planem oszczędzania. Pomysł podpatrzyłam w sieci i postanowiłam przerobić na własne potrzeby. Polega on na wrzucaniu do skarbonki w każdym tygodniu konkretnej kwoty, która co tydzień jest wyższa. Ja postanowiłam, że co tydzień będę odkładać o 1 funta więcej, poczynając od 1 funta w pierwszym tygodniu, dwóch w drugim, trzech w trzecim i tak dalej, kończąc na 52 funtach w ostatnim tygodniu roku. (Walutę możecie oczywiście zmienić w zależności od tego w jakim kraju mieszkacie;)). Jeżeli sądzicie, że na grudzień, kiedy jest wiele innych wydatków, pozostaną do odłożenia zbyt duże kwoty, możecie spróbować zacząć od najwyższej kwoty (52) i co tydzień zmniejszać ją o 1,  dzięki czemu w grudniu skończycie na najmniejszej kwocie. Choć przyznam, że styczeń również nie należy do najlżejszych  i najbardziej zasobnych miesięcy w roku;) 
Oczywiście sami możecie ustalić od jakiej kwoty zaczniecie odkładać i o ile będziecie ją zwiększać, możecie wrzucać także dowolną kwotę, ważne aby co tydzień nakarmić świnkę ;)  Np.  co tydzień możecie przeszukać wszystkie kieszenie, torebki i inne zakamarki i to co najdziecie wrzucić do skarbonki. 

Skarbonką może być oczywiście tradycyjna świnka, puszka lub słój, ja wykorzystałam do tego tubę po butelce, na którą nakleiłam rozpiskę z planem oszczędzania i teraz nic tylko wrzucać do niej pieniążki ;) 


Poniżej przygotowałam dwie wersje tabelek, które możecie wydrukować i próbować wg nich oszczędzać. 



Pierwsze dwa tygodnie mam już za sobą, pozostało już tylko 50;) mam nadzieję, że uda mi się wytrwać do końca roku i że pod koniec grudnia w mojej skarbonce będzie co najmniej 1378 funtów :)


A jak Wy próbujecie oszczędzać pieniądze? Chcecie przyłączyć się do mojego pomysłu na odkładanie pieniędzy? Koniecznie dajcie znać! Wspólnie łatwiej będzie się motywować ;) 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Posprzątajmy biurka!

Na drugi poniedziałek stycznia przypada międzynarodowy dzień sprzątania biurka. Taka akcja z pewnością przyda się wielu z nas, a z pewnością mnie i to nie raz do roku, taki dzień powinien być co najmniej raz w miesiącu ;) 
Biurko jest tak newralgicznym miejscem, że utrzymanie na nim porządku graniczy z cudem. Owszem często je sprzątam, jednak ten stan trwa bardzo krótko i nawet nie wiem kiedy i jak znów robi się na nim straszny bałagan. Zazwyczaj mam na nim mnóstwo różnych rzeczy, zwykle niepotrzebnych. Wszystko zależy oczywiście od tego czym akurat się zajmuję, jednak utrzymanie porządku w czasie pracy jest zwyczajnie niemożliwe. 

Czasy nauki, kiedy to biurko było mi najbardziej potrzebne, mam już co prawda dawno za sobą, jednak nadal z niego korzystam, głównie do pisania na komputerze, tworzenia rękodzieła, lub innych prac twórczych. 

Uporządkowane miejsce pracy, w tym wypadku biurko, wpływa na wydajność pracy, choć przyznam, że za moich studenckich czasów najlepiej pracowało mi się w tzw. "twórczym bałaganie", papiery, książki i notatki piętrzyły się na biurku, szafkach i podłodze, a ja do pracy miałam tylko niewielki skrawek biurka. W tym "bałaganie" dobrze mi się jednak pracowało i wbrew jakiejkolwiek logice mogłam tam wszystko znaleźć. Najgorzej było, gdy posprzątałam, wszystko poukładałam i posegregowałam - wtedy nic nie mogłam odnaleźć. Do tej pory tak mam, że gdy pracuję mam wokół siebie twórczy nieład, jednak muszę przyznać, że polubiłam ład i porządek, podoba mi się czyste i puste biurko, przy którym w każdej chwili można usiąść i czymś się zająć. 


Oto kilka moich porad jak zadbać o porządek na biurku:

  • Na biurku trzymaj tylko to co jest niezbędnie potrzebne.
  • Wszystkie inne rzeczy chowaj do szuflad lub szafek.
  • Ogarniaj je zawsze po zakończonej pracy - pisaki powkładaj do kubka, drobiazgi do szuflady, a notatki do szafki, to zajmuje tylko chwilę, a następnym razem zasiądziesz do pustego biurka.

Na co dzień na moim biurku stoi lampka, kubek z długopisami i doniczka z roślinką oraz jakiś fajny świecznik, ponieważ lubię palić świeczki, szczególnie teraz, zimą gdy wieczory są takie długie. Ostatnio pojawiła się na nim także tuba na oszczędności oraz ramka - notatnik, gdzie zapisuję sobie co mam do zrobienia (napiszę o obu tych sprawach wkrótce, ponieważ jestem z nich bardzo zadowolona), podczas pracy  natomiast dochodzi do tego nieodzowny kubek z herbatą. Natomiast gdy pracuję z komputerem, to oczywiście laptop i notatki. Laptop jest wędrowny, gdyż nie zawsze korzystam z niego przy biurku, czasami piszę leżąc na kanapie, na łóżku lub przy ławie w pokoju ;) 


Jak posprzątać biurko:
  • Opróżnij biurko - (w jego czeluściach często można znaleźć prawdziwe skarby;)) zdejmij wszystko z blatu oraz wyjmij wszystko z szafek i szuflad (jego czeluściach często można znaleźć prawdziwe skarby;)).
  • Przejrzyj wszystko co znajdziesz w biurku, podziel tematycznie. Potrzebne papiery posegreguj (przydadzą się do tego koszulki, kolorowe teczki i segregatory), niepotrzebne rzeczy wyrzuć. Jeżeli masz jakieś dokumenty, na których jest twoje nazwisko i/lub adres wszystko drobno podrzyj lub użyj niszczarki.
  • Sprawdź czy wszystkie długopisy/mazaki nadają się do użycia, wyrzuć niepiszące.
  • Biurko dokładnie wyczyść, nie tylko blat, ale także szafki i wnętrza szuflad.
  • W szufladach staraj się wszystko ładnie poukładać, przydadzą się do tego małe pudełka lub przegródki (mogą być dedykowane do biurek, lecz równie dobrze sprawdzą się kuchenne przegródki to sztućców - z pewnością tańsze).
  • W najbliższej szufladzie trzymaj najpotrzebniejsze rzeczy, po które często sięgasz, u mnie są to pisaki, spinacze, karteczki do notowania, kabelki, karty pamięci itp.  
  • Na blacie biurka zostaw tylko niezbędne rzeczy.


Mam nadzieję, że od dziś Wasze biurka będą bardziej uporządkowane, dzięki czemu miło będzie Wam przy nich siadać i pracować. Postarajcie się także utrzymać ten porządek nie tylko do końca tego tygodnia, ale może do końca roku?

A już wkrótce napiszę więcej w temacie biurek, między innymi o tym jak je dobrze urządzić oraz o problemach związanych z długim przy nim siedzeniu.

Pozdrawiam!

niedziela, 4 stycznia 2015

Minimalizm moimi oczami


Nigdy nie przypuszczałam, że na tym blogu powstanie post o minimalizmie! Do jego napisania natchnęła mnie lektura bloga Simplicite oraz kilku innych traktujących również o tym bardzo modnym ostatnio trendzie. Kilka dni temu Kasia postawiła przed swoimi czytelnikami wyzwanie - wyzwanie minimalistyczne, które ma na celu pomóc nam lepiej się zorganizować, zapanować nad naszą przestrzenią, a co za tym idzie życiem. Postanowiłam spróbować i przyłączyć się do zabawy. Napiszę o jej szczegółach na końcu, ale najpierw chciałabym powiedzieć kilka słów o minimalizmie i jak on wygląda u mnie.


Minimalizm to styl życia, czy wręcz filozofia życiowa polegająca, najogólniej rzecz ujmując, na uproszczeniu życia poprzez ograniczenie posiadania, uproszczenie swojego otoczenia zarówno materialnego jak i duchowego, a także na uporządkowaniu relacji międzyludzkich. Niektórzy posuwają się jeszcze dalej - rezygnują z pracy zarobkowej, przenoszą się na wieś, samodzielnie produkują żywność na własne potrzeby, starają się nie kupować, a potrzebnymi przedmiotami wymieniają się z innymi. Są również tacy, którzy popadają w ascetyzm i skupiają się jedynie na stronie duchowej.

Minimalizm dla każdego może oznaczać coś innego, każdy może wybrać sobie z jego założeń to co mu odpowiada i dostosować je do swoich potrzeb. Nie ma bowiem jednej, ścisłej definicji tej idei, jej głównym założeniem jest prostota, którą jednak każdy może dowolnie interpretować. Zdarzają się odłamy skrajne, jak w każdej ideologii, które namawiają do całkowitego wyzbycia się wszystkiego.  

Najważniejsze jest jednak, aby w minimalizmie, jak we wszystkim, znaleźć umiar. Istotne jest, żeby minimalizm nas nie przerósł i nie stał się uciążliwy. Dążenie do ograniczenia posiadanych rzeczy jest dobre do pewnego momentu, który każdy powinien sam sobie wyznaczyć, tak aby czuł się w swoim minimalistycznym otoczeniu dobrze i komfortowo. 


Do tej pory podchodziłam do minimalizmu i całego tego trendu dość sceptycznie, ponieważ nie przepadam za żadnymi ideologiami narzucającymi jakiś sposób postępowania. Jednak gdy zaczęłam zastanawiać się nad koncepcją minimalizmu i zgłębiać tę tematykę na potrzeby stworzenia tego wpisu, doszłam do niespodziewanego dla siebie wniosku - pod pewnymi względami mogę utożsamiać się z jego założeniami! Choć nad wieloma innymi muszę jeszcze sporo popracować. 

Lubię otaczać się ładnymi rzeczami, lubię zbierać różne przedmioty, a niestety kolekcjonerstwo nie bardzo idzie w parze z minimalizmem. W domu mam np. mnóstwo kuchennych gadżetów, których już nie mam gdzie upychać. To zbieractwo wiąże się jednak w dużej mierze z moim blogiem kulinarnym, potrzebuję bowiem ściereczek, talerzy, miseczek, sztućców i innych kuchennych drobiazgów do zdjęć, aby ładnie zaprezentować moje potrawy, które następnie publikuję na blogu. Ani ja, ani z pewnością moi czytelnicy nie chcieliby, abym każde danie serwowała ciągle na tym samym talerzu. 

Inną rzeczą, której jest u mnie aż nadmiar, to książki, głównie kulinarne, które z braku miejsca na półkach są poustawiane w stosach na podłodze. Ostatnio staram się ograniczać zakup książek papierowych, jednak w przypadku pięknie wydanych książek kulinarnych czy albumów trudno mi się przełamać i ograniczyć do wydania elektronicznego. Jeżeli chodzi o pozostałe rodzaje książek, to doszłam do wniosku, że ebooki i audiobooki to wspaniałe rozwiązanie - są tańsze, poręczniejsze, lżejsze i zajmują zdecydowanie mniej miejsca ;) Co więcej, przy ostatnich porządkach, zaniosłam do second handu całą torbę tradycyjnie wydanych książek, ponieważ doszłam do wniosku, że i tak mam je w wersji na komputer, a poza tym zwolni mi się trochę miejsca na nowe pozycje. Jestem z tego bardzo dumna, ponieważ to pierwszy krok na drodze do pozbywania się rzeczy.

Mam także mnóstwo różnego rodzaju papierów, są to głównie materiały do blogowania, jednak i tu wzięłam się ostatnio za porządki, pokupowałam kolorowe teczki i koszulki i segreguję wszystkie te papierzyska tematycznie. 

Problem z zapanowaniem na tym wszystkim wynika z braku własnego mieszkania, które mogłabym urządzić po swojemu i dostosować do swoich potrzeb. W wynajmowanym mieszkaniu na nowy regał, komodę czy szafkę nie ma miejsca, ponieważ są tu zastane meble, których nie mogę się pozbyć. Nie mogę także kupować mebli, bo albo nie ma na nie miejsca, albo nie będą one pasowały do innego wnętrza w razie przeprowadzki lub zwyczajnie się w nimi nie zmieszczą. 

W ostatnim czasie, w związku z brakiem miejsca staram się ograniczać zakupy, choć czasami jest to bardzo trudne, szczególnie gdy w oko wpadnie coś ślicznego ;) Z pewnością to znacie i rozumiecie ;) 

Czasami aż trudno mi uwierzyć, że przyjechałam na Wyspy tylko z jedną walizką, w której mieścił się cały mój ówczesny dobytek i miałam w nim wszystko co było mi niezbędne do życia! Człowiek ma jednak niesamowitą tendencję do  osiadania, moszczenia sobie gniazdka i obrastania we wszelkiego rodzaju dobra. 

Innym tematem często poruszanym przez minimalistki, jest szafa i ubrania, których często mamy za dużo, a w połowie i tak nie chodzimy. Kupujemy zbyt dużo, często impulsywnie i bez przemyślenia, czy np. dana bluzka pasuje nam do czegokolwiek innego co już jest w naszej garderobie?
Nie jestem szafiarką, absolutnie nie znam się na modzie i stosunkowo rzadko kupuję ciuchy. Szczególnie ostatnio, ponieważ w związku z tym, że przybrałam na wadze, powiedziałam sobie, że nie kupię nic nowego dopóki nie zrzucę kilku kilogramów, aby ponownie móc wbić się w stare i lubiane koszulki. 
Moje preferencje ubraniowe, szumnie zwane "stylem", choć nigdy nie użyłabym tego słowa w stosunku do mojej garderoby, to proste, gładkie, bawełniane topy lub koszulki z ciekawymi, intrygującymi lub śmiesznymi nadrukami, do tego dżinsy, czasami spódnica (również dżinsowa lub sztruksowa). Wygodne, płaskie buty, najlepiej sportowe. Jednym słowem wybieram styl luźny i swobodny, najważniejsza bowiem jest dla mnie wygoda i własny komfort. 

Mimo, być może zbyt dużej ilości rzeczy w domu, lubię gdy mieszkanko jest posprzątane i wszytko jest ładnie poukładane. Ostatnio coś mnie tknęło i staram się ogarnąć przestrzeń wokół siebie, posprzątać, poukładać, posegregować. Sprzątam jak szalona, robię porządki w szafkach i szufladach, to chyba dlatego, że w związku z zawirowaniami zdrowotnymi, ominęły mnie świąteczne porządki i teraz nadrabiam zaległości ;) Czeka na mnie jeszcze szafa z ubraniami, co stanowi największe wyzwanie, ale odkładam to na wielki porządkowy finał. 

Największym problemem przy wszelkich porządkach jest dla mnie pozbywanie się rzeczy. Do wszystkiego mocno się przywiązuję i zawsze uważam, że to i tamto z pewnością się kiedyś przyda, a tę bluzkę na pewno będę nosić, gdy schudnę 10 kilo ;)  

Jeżeli chodzi o konsumpcjonizm, któremu minimalizm jest często przeciwstawiany, to nie jestem podatna na reklamy, promocje, szał zakupów, choć jak wspomniałam lubię ładne przedmioty, ale staram się wyszukiwać rzeczy oryginalnych, nietuzinkowych. Nie piję kawy w Sturbaksie, nie jem w McDonaldzie, staram się omijać sieciówki, choć nie zawsze jest to łatwe, bo jednocześnie nie lubię przepłacać. Nie kupuję ciuchów tylko dlatego, że mają taką a nie inną metkę lub powszechnie znane logo. Często te ubrania nie są warte swojej ceny - płaci się tylko i wyłącznie za markę. Nie znaczy to jednak, że nie lubię porządnych rzeczy, a za te niestety często trzeba sporo zapłacić. 

Dużą motywacją do uporządkowania przestrzeni i wszystkiego wokół są oczywiście blogi oraz zdjęcia krążące w sieci. Bardzo podobają mi się takie minimalistyczne zdjęcia, które bez względu na to co przedstawiają, wydają się być "czyste", uporządkowane i estetyczne. Podobne wrażenie odnoszę w stosunku do ukazywanych na zdjęciach mieszkań - są piękne, zadbane, wysprzątane i nie ma w nich zbędnych elementów. Mimo tego często odnoszę wrażenie, że są zimne, nienaturalne i bez wyrazu, bez duszy, jakby nikt w nich nie mieszkał. Wnętrza, które wyglądają jak muzea, gdzie wszystko jest poukładane pod linijkę, a często są mniej przytulne niż ekspozycje w sklepach meblowych czy pokoje hotelowe. Dla mnie mieszkanie musi być miłe, ciepłe i przytulne, co oczywiście nie znaczy, że zagracone ;) Wszystko zależy od indywidualnych upodobań i gustów, a te jak wiadomo nie powinny podlegać dyskusji ;) 



Z pewnością więcej, bardziej precyzyjnych i praktycznych informacji na temat minimalizmu znajdziecie u Kasi z Simplicite. To właśnie ona zainspirowała mnie do zastanowienia się nad sobą, otaczającą mnie przestrzenią oraz tym jak się w niej czuję. Tak jak pisałam na początku autorka tego bloga zorganizowała wyzwanie - wyzwanie minimalistkiPrzeczytałam ten post kilka razy, zapoznałam się z listą zadań i wyjaśnieniami dotyczącymi całej zabawy i doszłam do wniosku, że mogłabym spróbować podjąć się tego wyzwania. Z pewnością nie zostanę minimalistką, jednak w miarę tworzenia tego wpisu utwierdziłam się w przekonaniu, że może ta zabawa sprawi, iż uda mi się ogarnąć moje mieszkanko, zapanować nad szafą, pozbyć się niepotrzebnych rzeczy (choć to będzie pewnie najtrudniejsze) i cieszyć się z tego co mam i nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne;) 


O moich postępach w tym minimalistycznym wyzwaniu będę się na bieżąco chwalić na Instagramie, a pod koniec miesiąca przygotuję wpis podsumowujący, w którym szczegółowo opiszę czego udało mi się dokonać, czego się dzięki niemu nauczyłam i co zmieniło się w moim życiu i podejściu do otaczającego świata. Z pewnością opiszę także to co mi nie wyszło ;) 

Pozdrawiam!

piątek, 2 stycznia 2015

Jaki był mój 2014 rok


Miniony rok był dość pracowity i obfitował w kilka ważnych rodzinnych imprez, dlatego też często latałam do Polski. Do najważniejszych z nich zaliczyłabym dwa okrągłe jubileusze (taty i siostry), do których długo się przygotowywałam, planowałam i szykowałam wszystko zdalnie, na odległość, nie było to proste, ale udało się i urodziny były udane. Planowałam poświęcić tym imprezom osobny post, ale jakoś się nie składało i nadal nie mam wszystkich zdjęć, ech ciężko nad tym wszystkim zapanować. Pod koniec roku w związku z chorobą zawitałam ponownie w Polsce tym razem na całe trzy tygodnie (!), dzięki czemu udało mi się zaliczyć Święta w domu, choć nie mogłam cieszyć się wspaniałymi przysmakami :)  

60 urodziny taty
Wielkanoc
Komunia bratanicy K.
30 urodziny siostry
Październik - powrót przez Dublin
Grudzień - zdrowotnie

Stół i pokój przygotowany na urodziny siostry

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...