piątek, 14 listopada 2014

Odrobina poezji #9

Kulturalny piątek przed nami. Dziś postanowiłam przedstawić wiersz Leopolda Staffa, który fantastycznie komponuje się z jesienną aurą i nastrojem. Jest szary i smutny, senny i melancholijny jak listopadowe dni. Natomiast dzięki wielkiemu kunsztowi autora i zastosowanym przez niego zabiegom językowym, nieomalże można usłyszeć krople deszczu uderzające o szyby.

Deszcz Jesienny 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze 
Na próżno czekały na słońca oblicze... 
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą, 
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą... 
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby 
Szukają ustronia na ciche swe groby, 
A smutek cień kładzie na licu ich młodem... 
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem 
W dal idą na smutek i życie tułacze, 
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze... 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny 
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny... 
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny... 
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię... 
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie... 
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło. 
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło, 
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno... 
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną... 
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą... 
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą... 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny 
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie 
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię... 
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem 
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem, 
Trawniki zarzucił bryłami kamienia 
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia... 
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu 
Położył się na tym kamiennym pustkowiu, 
By w piersi łkające przytłumić rozpacze, 
I smutków potwornych płomienne łzy płacze... 

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny 
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, 
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... 
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną 
I światła szarego blask sączy się senny... 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 

Leopold Staff


Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziekuję za komentarze! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...