piątek, 30 grudnia 2011

O Sylwestrze słów kilka

Koniec roku
Sylwester
Nowy Rok

Większość ludzi tak się tym ekscytuje. Najwspanialsza, największa impreza w roku (?). Przygotowania, potrwy, napoje, alkohole, błyszczące kreacje.  
A dla mnie to po porostu kolejny dzień i kolejna okazja do "pokazania się".

Ostatni dzień roku. 

Ostatni dzień roku - jaki to powód do radości, że następnego dnia będziemy starsi? Jak dla mnie "rok" mógłby trwać co najmniej pięć lat, wtedy nie czułabym tak szybko mijającego czasu. Bo cóż poradzić, że za każdym Sylwestrem przybywa nam cyferek na liczniku;/

Szampańska zabawa?!

Sylwester - prywatka czy zabawa na sali - to nieistotne, choć i tu i tu chcemy się pokazać. Wydajemy pieniądze na nowe sukienki, fryzjerów, makijaże. Chcemy zabłysnąć przed koleżankmi, podobać się partnerom, wzbudzić zazdrość w kolegach. A jak to się kończy - w najlepszej sytuacji rano wszystkich  boli tylko główa. 

Nie cierpię Sylwestra! 

Ten, uwielbiany przez wielu, Sylwester to tylko kolejna porażka, najgorsza impreza w roku, nic w tym dziwnego skoro "świętujemy starzenie się". W całym swoim młodzeńczo - dorosłym życiu nie trafiłam na udaną zabawę sylwestrową. Zawsze były one z tego czy innego powodu nieudane, nudne, beznadziejne. Zdarzały się takie z których urywałam się przed północą. Po czym kończyłam tę "szampańską" zabawę w domu, przy stole, przed telewizorem, z rodzicami, jedząc i pijąc naprawdę smaczne potrawy i wcale nie nie było mi z tym źle;) 


Dlatego też nie zamierzam nic szczególnego przygotowywać, ani się stroić, myślę, że koszulka i spodnie od dresu będą w sam raz na domowego Sylwestra przed komputerem i telewizorem;) Jedyną rozrywką jaką planuję na kolejną noc to spacer do centrum, aby obejrzeć pokaz fajerwerków puszczanych z zamku;) 

W tę noc zamiast radości i szaleństwa, nachodzi mnie nastrój zadumy, refleksji, przemyśleń. Jest to bowiem okazja do zastanowienia się nad sobą, nad tym co się w minionym roku zrobiło, a czego się nie dokonało. Zaduma nad popełnionymi błędami i kontemplacja porażek. Jest to również czas obietnic i postanowień, z których rozliczymy sie za kolejne 365 dni (366 w 2012), choć już dziś możemy przewidzieć efekt tych porachunków... 

Cóż zbliża się kolejny Sylwester ...
Jaki on będzie w tym roku?
Co z sobą przyniesie?

O tym dowiem się już niedługo;) 

A tymczasem pozdrawiam i życzę zarówno Wam jak i sobie udanego i spokojnego Sylwestra!

wtorek, 27 grudnia 2011

Święta, Święta i po świętach

Jak co roku - masa przygotowań, sprzątanie, dekorowanie mieszkania, dwa dni statnia w kuchni, gotowania, mieszania w kotłach, lepienia pierożków, a święta minęły nie wiadomo kiedy. Jedzenie znikało o wiele szybciej niż je się przygotowywało, na dodatek bez większego entuzjazmu. Wydaje mi się, że z roku na rok święta, w jakis niewyjaśniony sposób, tracą swoją "świąteczność". I nie chodzi tu jedynie o ich komercjalizację, ale po prostu o zagubienie nastroju, którego mimo usilnych prób i starań nie udało mi się wprowadzić. 

piątek, 23 grudnia 2011

Merry Christmas

Zdrowych, spokojnych i radosnych 
Świąt Bożego Narodzenia 
oraz 
spełnienia wszelkich marzeń 
w nadchodzącym roku.


wtorek, 20 grudnia 2011

Już po świętach

ewentualnie zostały odwłane. 
Takie miałam dziś wrażenie wchodząc do jednego z marketów budowlanych w Edynburgu. Wchodzę, chcąc dokonać ostatnich przedświątecznych zakupów, może jakiegoś krzaczka, pseudo choineczki, a tu... 
główna alejka na wprost wejścia, gdzie było pełno świątecznych dekoracji, ozdób, bombek, lampek, choinek i innych światecznych akcesoriów - zlikwidowana, pusta, wszystko wymiecione. Zostały tylko puste półki i palety, a obsługa uprząta resztki towaru z półek i gdzieś wywozi;/ 

WTF??

Odwołali święta czy jak? 

Okazuje się, że zakupy bożonarodzeniowe powinno się robić w październiku, ostatecznie w listopadzie, w żadnym wypadku nie zostawiać ich na grudzień, bo wtedy sklepy myślą już o wiośnie i co najwyżej o Świątach Wielkiej Nocy;) 

Ale jak się tutaj mawia If you are not fast, you are last, w wolnym tłumaczeniu - kto pierwszy ten lepszy;) 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przedświątecznie

W końcu zebrałam się w sobie i zaczęłam przygotowania do świąt...
Zabrałam się za porządki, zrobiłam i wysłałam  kartki, a dziś nawet zaczęłam przygotowywać świąteczne dekoracje - ubrałam choinkę, tym razem w oryginalnych, choć chyba modnych w tym sezonie kolorach (turkus i fiolet) i ułożyłam kilka stroików. Niestety, mimo kilku prób, nie udało mi się zrobić takich stroików, jakie robi moja mama, postanowiłam więc improwizować i stworzyć coś własnego i w miarę prostego ;) 
Z wyników jestem nawet zadowolona:) 

Poza tym w tym tygodniu muszę nadrobić kilka godzin w pracy, skończyć porządki, no i zacząć pichcić ;)

sobota, 10 grudnia 2011

Zimowo

Pogoda jest zdecydowanie nieprzewidywalna, a ten tydzień był szczególnie urozmaicony pod tym względem. Kilka dni było ładnych i pogodnych, jdnak w czwartek nadciągnął jakiś orkan, i przeszedł akurat przez środkową Szkocje, czyli tę część w ktorej mieszkam. Wiało z prędkością 40-60 mil na godzinę (80-100km/h), w porywach do 100 mil (160km/h). Natomist na szczycie pylonów mostu nad zatoką Forth zanotowano niesamowitą prędkość 160 miln na godzinę! (250km/h!). A Martynosia co? nic sobie z wiatru nie robiła i pojechała do pracy rowerem;) Rano jescze aż tak nie wiało i pod wiatr dało się jechać, choć powoli. Jednak wieczorem zastanawiałam się czy aby na pewno wsiadać na rower, jednak doszłam do wniosku, że będę miała wiatr w plecy, a na tych krótkich odcinkach, gdzie będzie wiał z bku, będę musiała poporostu bardzo uważać. I tak też zrobiłam:) Jechało się wyśmienicie, własciwie prawie nie musiałam pedałować, tak fajnie pchało. Ponadto jechałąm szybciej od jakiegoś autobusu - na odcinku gdzie ścieżka rowerowa jest równoległa do ulicy, dogoniłam ten autobus, chwilę jechałam równo z nim, po czym go wyprzedziłam;)

A dziś w nocy spadł śnieg;)

Jednym słowem - zima ;) 

czwartek, 1 grudnia 2011

W oczekiwaniu na zimę

Jak pisałam wcześniej zapracowana jestem. A może to nie tylko zapracowanie, ale ogólne zmęczenie i lenistwo, albo zimowe przesielenie ze mnie wyłazi. Cokolwiek to jest, chodzi o to, że notorycznie czuję się niewyspana, mimo tego że w miarą wcześnie chodzę spać, rano nie mogę podnieść się z wyrka (dziś dla przykładu otworzyłam oko o 9). Próbuję, budzik nieustannie zaczyna dzwonić o 6.30 i dzwoni i dzwoni, ja go przełączam, a w końcu wyłączam, bo mi przeszkadza i nie pozwala się wyspać;) Ostatnio ustawiłam sobie też radio, żeby się włączało o wzmiankowanej godzinie. Owszem włącza się i gra, ale tylko przez godzinę, co jest absolutnie niewystarczające, aby mnie dobudzić. Dobrze mi się śpi tak rano i nic nie poradzę, że nie mam siły podnieść powiek, nie mówiąc o podniesieniu się do pozycji wertykalnej. Jednak gdy na zegarku pojawia się cyfra 9, to jest to już jakaś motywacja, żeby się jednak podnieść, by nie spóźnić się do pracy na 10. Gdy już ostatecznie wstanę, przejdę kilka kroków, aby ulżyć organizmowi po całej nocy siedam na tronie i jeszcze łapię kilka błogich chwil z zamkniętymi oczyma. Ale kręcąc sie bez celu po mieszkaniu, już od samego rana czuję się zmęczona i aż boję  się spojrzeć w stronę mojego kochanego łóżka, bo chwila słabości może skończyć się lądowaniem w mięciutkiej pościeli, wtuleniem w podusię i kolejną "minutką" błogostanu (niestety ta "minutka" w innym wymiarze czasami trwa nieco dłużej niz ta ziemska). Czasami jednak, będąc już na świeżym powietrzu, nawet gdy pęd powietrza próbuje jak może ostatecznie mnie ocucić, zdarza się, że oczka się kleją i najchętniej zrobiłabym w tył zwrot, aby zaparkować w ciepłym jeszcze łóżeczku;) Ale nie, twarda jestem, pedałuję ostro do mojej pracy, gdzie za biurkiem musze odbębnic swoje godzinki. Siedzę więc, klikam i klikam, za oknem robi się ciemno, a ja nadal klikam... i tak mija cały dzień. Wieczorem, w domu czas mija nie wiadomo kiedy i znowu trzeba się kłaść, aby rano ponownie stoczyć walkę z samym sobą. 

I tu nasuwa mi się taki motyw:



Dobranoc!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...