piątek, 30 grudnia 2011

O Sylwestrze słów kilka

Koniec roku
Sylwester
Nowy Rok

Większość ludzi tak się tym ekscytuje. Najwspanialsza, największa impreza w roku (?). Przygotowania, potrwy, napoje, alkohole, błyszczące kreacje.  
A dla mnie to po porostu kolejny dzień i kolejna okazja do "pokazania się".

Ostatni dzień roku. 

Ostatni dzień roku - jaki to powód do radości, że następnego dnia będziemy starsi? Jak dla mnie "rok" mógłby trwać co najmniej pięć lat, wtedy nie czułabym tak szybko mijającego czasu. Bo cóż poradzić, że za każdym Sylwestrem przybywa nam cyferek na liczniku;/

Szampańska zabawa?!

Sylwester - prywatka czy zabawa na sali - to nieistotne, choć i tu i tu chcemy się pokazać. Wydajemy pieniądze na nowe sukienki, fryzjerów, makijaże. Chcemy zabłysnąć przed koleżankmi, podobać się partnerom, wzbudzić zazdrość w kolegach. A jak to się kończy - w najlepszej sytuacji rano wszystkich  boli tylko główa. 

Nie cierpię Sylwestra! 

Ten, uwielbiany przez wielu, Sylwester to tylko kolejna porażka, najgorsza impreza w roku, nic w tym dziwnego skoro "świętujemy starzenie się". W całym swoim młodzeńczo - dorosłym życiu nie trafiłam na udaną zabawę sylwestrową. Zawsze były one z tego czy innego powodu nieudane, nudne, beznadziejne. Zdarzały się takie z których urywałam się przed północą. Po czym kończyłam tę "szampańską" zabawę w domu, przy stole, przed telewizorem, z rodzicami, jedząc i pijąc naprawdę smaczne potrawy i wcale nie nie było mi z tym źle;) 


Dlatego też nie zamierzam nic szczególnego przygotowywać, ani się stroić, myślę, że koszulka i spodnie od dresu będą w sam raz na domowego Sylwestra przed komputerem i telewizorem;) Jedyną rozrywką jaką planuję na kolejną noc to spacer do centrum, aby obejrzeć pokaz fajerwerków puszczanych z zamku;) 

W tę noc zamiast radości i szaleństwa, nachodzi mnie nastrój zadumy, refleksji, przemyśleń. Jest to bowiem okazja do zastanowienia się nad sobą, nad tym co się w minionym roku zrobiło, a czego się nie dokonało. Zaduma nad popełnionymi błędami i kontemplacja porażek. Jest to również czas obietnic i postanowień, z których rozliczymy sie za kolejne 365 dni (366 w 2012), choć już dziś możemy przewidzieć efekt tych porachunków... 

Cóż zbliża się kolejny Sylwester ...
Jaki on będzie w tym roku?
Co z sobą przyniesie?

O tym dowiem się już niedługo;) 

A tymczasem pozdrawiam i życzę zarówno Wam jak i sobie udanego i spokojnego Sylwestra!

wtorek, 27 grudnia 2011

Święta, Święta i po świętach

Jak co roku - masa przygotowań, sprzątanie, dekorowanie mieszkania, dwa dni statnia w kuchni, gotowania, mieszania w kotłach, lepienia pierożków, a święta minęły nie wiadomo kiedy. Jedzenie znikało o wiele szybciej niż je się przygotowywało, na dodatek bez większego entuzjazmu. Wydaje mi się, że z roku na rok święta, w jakis niewyjaśniony sposób, tracą swoją "świąteczność". I nie chodzi tu jedynie o ich komercjalizację, ale po prostu o zagubienie nastroju, którego mimo usilnych prób i starań nie udało mi się wprowadzić. 

piątek, 23 grudnia 2011

Merry Christmas

Zdrowych, spokojnych i radosnych 
Świąt Bożego Narodzenia 
oraz 
spełnienia wszelkich marzeń 
w nadchodzącym roku.


wtorek, 20 grudnia 2011

Już po świętach

ewentualnie zostały odwłane. 
Takie miałam dziś wrażenie wchodząc do jednego z marketów budowlanych w Edynburgu. Wchodzę, chcąc dokonać ostatnich przedświątecznych zakupów, może jakiegoś krzaczka, pseudo choineczki, a tu... 
główna alejka na wprost wejścia, gdzie było pełno świątecznych dekoracji, ozdób, bombek, lampek, choinek i innych światecznych akcesoriów - zlikwidowana, pusta, wszystko wymiecione. Zostały tylko puste półki i palety, a obsługa uprząta resztki towaru z półek i gdzieś wywozi;/ 

WTF??

Odwołali święta czy jak? 

Okazuje się, że zakupy bożonarodzeniowe powinno się robić w październiku, ostatecznie w listopadzie, w żadnym wypadku nie zostawiać ich na grudzień, bo wtedy sklepy myślą już o wiośnie i co najwyżej o Świątach Wielkiej Nocy;) 

Ale jak się tutaj mawia If you are not fast, you are last, w wolnym tłumaczeniu - kto pierwszy ten lepszy;) 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przedświątecznie

W końcu zebrałam się w sobie i zaczęłam przygotowania do świąt...
Zabrałam się za porządki, zrobiłam i wysłałam  kartki, a dziś nawet zaczęłam przygotowywać świąteczne dekoracje - ubrałam choinkę, tym razem w oryginalnych, choć chyba modnych w tym sezonie kolorach (turkus i fiolet) i ułożyłam kilka stroików. Niestety, mimo kilku prób, nie udało mi się zrobić takich stroików, jakie robi moja mama, postanowiłam więc improwizować i stworzyć coś własnego i w miarę prostego ;) 
Z wyników jestem nawet zadowolona:) 

Poza tym w tym tygodniu muszę nadrobić kilka godzin w pracy, skończyć porządki, no i zacząć pichcić ;)

sobota, 10 grudnia 2011

Zimowo

Pogoda jest zdecydowanie nieprzewidywalna, a ten tydzień był szczególnie urozmaicony pod tym względem. Kilka dni było ładnych i pogodnych, jdnak w czwartek nadciągnął jakiś orkan, i przeszedł akurat przez środkową Szkocje, czyli tę część w ktorej mieszkam. Wiało z prędkością 40-60 mil na godzinę (80-100km/h), w porywach do 100 mil (160km/h). Natomist na szczycie pylonów mostu nad zatoką Forth zanotowano niesamowitą prędkość 160 miln na godzinę! (250km/h!). A Martynosia co? nic sobie z wiatru nie robiła i pojechała do pracy rowerem;) Rano jescze aż tak nie wiało i pod wiatr dało się jechać, choć powoli. Jednak wieczorem zastanawiałam się czy aby na pewno wsiadać na rower, jednak doszłam do wniosku, że będę miała wiatr w plecy, a na tych krótkich odcinkach, gdzie będzie wiał z bku, będę musiała poporostu bardzo uważać. I tak też zrobiłam:) Jechało się wyśmienicie, własciwie prawie nie musiałam pedałować, tak fajnie pchało. Ponadto jechałąm szybciej od jakiegoś autobusu - na odcinku gdzie ścieżka rowerowa jest równoległa do ulicy, dogoniłam ten autobus, chwilę jechałam równo z nim, po czym go wyprzedziłam;)

A dziś w nocy spadł śnieg;)

Jednym słowem - zima ;) 

czwartek, 1 grudnia 2011

W oczekiwaniu na zimę

Jak pisałam wcześniej zapracowana jestem. A może to nie tylko zapracowanie, ale ogólne zmęczenie i lenistwo, albo zimowe przesielenie ze mnie wyłazi. Cokolwiek to jest, chodzi o to, że notorycznie czuję się niewyspana, mimo tego że w miarą wcześnie chodzę spać, rano nie mogę podnieść się z wyrka (dziś dla przykładu otworzyłam oko o 9). Próbuję, budzik nieustannie zaczyna dzwonić o 6.30 i dzwoni i dzwoni, ja go przełączam, a w końcu wyłączam, bo mi przeszkadza i nie pozwala się wyspać;) Ostatnio ustawiłam sobie też radio, żeby się włączało o wzmiankowanej godzinie. Owszem włącza się i gra, ale tylko przez godzinę, co jest absolutnie niewystarczające, aby mnie dobudzić. Dobrze mi się śpi tak rano i nic nie poradzę, że nie mam siły podnieść powiek, nie mówiąc o podniesieniu się do pozycji wertykalnej. Jednak gdy na zegarku pojawia się cyfra 9, to jest to już jakaś motywacja, żeby się jednak podnieść, by nie spóźnić się do pracy na 10. Gdy już ostatecznie wstanę, przejdę kilka kroków, aby ulżyć organizmowi po całej nocy siedam na tronie i jeszcze łapię kilka błogich chwil z zamkniętymi oczyma. Ale kręcąc sie bez celu po mieszkaniu, już od samego rana czuję się zmęczona i aż boję  się spojrzeć w stronę mojego kochanego łóżka, bo chwila słabości może skończyć się lądowaniem w mięciutkiej pościeli, wtuleniem w podusię i kolejną "minutką" błogostanu (niestety ta "minutka" w innym wymiarze czasami trwa nieco dłużej niz ta ziemska). Czasami jednak, będąc już na świeżym powietrzu, nawet gdy pęd powietrza próbuje jak może ostatecznie mnie ocucić, zdarza się, że oczka się kleją i najchętniej zrobiłabym w tył zwrot, aby zaparkować w ciepłym jeszcze łóżeczku;) Ale nie, twarda jestem, pedałuję ostro do mojej pracy, gdzie za biurkiem musze odbębnic swoje godzinki. Siedzę więc, klikam i klikam, za oknem robi się ciemno, a ja nadal klikam... i tak mija cały dzień. Wieczorem, w domu czas mija nie wiadomo kiedy i znowu trzeba się kłaść, aby rano ponownie stoczyć walkę z samym sobą. 

I tu nasuwa mi się taki motyw:



Dobranoc!

czwartek, 24 listopada 2011

Praca, praca, praca

Zatyrana jestem w tym tygodniu, na śmierć. Postanowiłam sobie, że odrobię zaległe godzinki, a miałam ich ponad 6 na początku tygodnia... No i odrobiłam, ale kosztowało mnie to całe dnie spędzone przy biurku, po ponad 9 godzin dziennie, codziennie. No ale cóż chciało się balować i mieć wolne to teraz trzeba to odpracować;) Na szczęście jutro już piątek i dzięki temu że wyszłam z godzinkami na zero, jutro tradycyjnie mogę skończyć najpóżniej o 14;) i to lubię! 
I weekendzik! :) 
Ale od następnego tygodnia będę musiała zacząć wyrabiać godzinki na plus, żeby w okresie świątecznym nie kiblować tam tyle czasu, tylko zrobić minimum i do domciu, do miłego, przytulnego mieszkanka, i ciepełka, gdzie będę mogła zająć się soba i swoimi sprawami:) 

poniedziałek, 21 listopada 2011

Melancholia

Wygrzebałam dziś swoje stare zeszyty z wierszykami i różnymi innymi zapisakami. No i oczywiście naszło mnie na wspomnienia. Nieco się rozkleiłam, wpominając stare czasy, rzeczy które były i minęły, sprawy które można było załatwić, a pozostawiło się je losowi, decyzje, które się podjęło, a które w efekie okazały się błedne, itd, itp. Jednak to wszystko można ocenić i docenić dopiero po dłuższym czasie - niestety. 
Ale wracając do głównego wątku i nie rozwodząc się zbytnio nad tym co było, a co mogłoby być, odgrzebałam trochę wierszy głównie większych autorytetów, ale także kilka moich własnych i może pojawią się one na blogu (o ile się odważę, bo nie jest to nic nadzwyczajnego, taka tam pisanina;) ).

Na początek wierszyk może prosty i banalny, ale tym właśnie mnie urzekł;) 


Niektórym brakuje
wzroku
słuchu
czasem dotkliwie rozumu
albo zwyczajnie - szczęścia

- co ma począć ubogi Pan Cogito
któremu prócz Mądrości
(co da się jeszcze wybaczyć)
na liściu dłoni
zabrakło ścieżki serca

Figury światła
w niecierpliwie przekręcanym 
kalejdoskopie uczuć
ani razu
nie ułożyły się 
w Miłość

Z. Zamachowski


niedziela, 20 listopada 2011

Country Living Christmas Fair

Wczoraj wybrałam się do Glasgow na targi świąteczne. Impreze była ciekawa, dużo, różnorodnych wytawców i oczywiśice mnóstwo ludzi, mimo, jak mi sie wydaje, dość wysokiej ceny za wejście - 12 funtów. 
Kupiłam kilka ciekawych rzeczy, które według mnie były w dobrej cenie, między innymi torebkę, bombki - świeczniki, zestaw na stół, itp. wiecej na blogu - urokliwe detale. Naoglądałam się ładnych rzeczy, podpatrzyłam sporo ciekawych pomysłów, które mam nadzieje uda mi się zrealizować:) Zdjęć niestety nie mam zbyt wiele, bo nie bardzo udało się je robić, sprzedwacy, autorzy i artyści pilnie strzegli swoich stoisk i unikalnych prac ;) 




Wypad uważam za udany, choć wyadałam mnóstwo pieniędzy. Te targi to była uczta dla zmysłów, no i raj dla zakupoholików;) 

czwartek, 17 listopada 2011

Jesiennie

Za oknem ciemno i bardzo wietrznie, liście fruwają, kręcą, kołują, wirują, szeleszczą, szumią, szorują o asfalt i chodniki, a ja siedzę sobie w ciepełku, popijam herbatkę i cieszę się miłym wieczorem przy świeczkach:)



 

środa, 16 listopada 2011

Po wizycie

Odpoczywam po kilkudniowej wizycie siostry z małym chrześniakiem. Fajnie było, chwilami nieco męcząco, ale ogólnie jestem zadowolona. Odpoczęłam od pracy, bo miałam kilka dni wolnego, za to troszkę zmęczyłam się w inny sposób, ale zdecydowanie bardziej przyjemny;) Dziecko to fajna sprawa, ale jak dla mnie to tak na trochę i od czasu do czasu. 
Pogodę miałyśmy piękną, co jest rzeczą raczej niespotykaną w tym kraju, szczególnie w listopadzie! Czas spędziłyśmy na spacerach i snuciu sie po sklapach -głównie second handach i wynajdując całkiem fajne rzeczy, o których napiszę w kolejnych postach, ponieważ muszę je obfotografować;) oraz po placach zabaw.




  Piękna jesień 

 Kto siedział w ogródku w Szkocji w listopadzie i spijał piwko? ;) 

  Typowa zabudowa

 Kolory jesieni
 Zamek edynburski

A wieczorem rozrywki dla dorosłych;) 


czwartek, 3 listopada 2011

Czwartek

Na poczatek - pisze z pracy, dlatego bez polskich liter, moze, jak bedzie mi sie chcialo, poprawie w domu.

Dzis przyjechalam do pracy autobusem (dla jasnosci - zazwyczaj jezdze rowerem) i choc tutejsze autobusy sa ladne, fajne (pietrowe), czyste, zadbande to nie lubie nimi jezdzic. Zazwyczaj jada wolno, a gesto rozsiane przystanki, doprowadzaja mnie do szewskiej pasji, szczegolnie gdy autobus zatrzymuje sie na kazdym z nich;/ I oczywiscie podroz tym srodkiem transportu zajmuje mi wiecej czasu niz podroz rowerem na tym samym odcinku i praktycznie ta sama trasa.


Czekam na przylot siostry i na biezaco sledze sytuacje z lotami, czy aby napewno wszystko jest OK i czy samolot bedzie o czasie i czy przyleci;) Poki co wyglada na to ze powinno obyc sie bez opoznien;)  byle do wieczora;)

Jak co srode...

... zbiera mi sie na pisanie. Nie mam pojecia czemu tak jest, moze mnie to relaksuje, moze to myslo, ze do konca tygodnia juz niedaleko?
Ostatnie kilka dni uplynelo mi bardzo pracowicie, sprzatalam mieszkanie i przygotowywalam je na przyjazd siostry i chrzesniaka:) I musze przyznac, ze takie ogarniete i nieco odmienione mieszkanie bardzo fajnie wyglada, stalo sie takie jasne i przytulne, a jedyne co zmienilam (zbytnio nie moge poszalec, bo to wynajmowane mieszkanko) to zaslonki i narzuty. Wiecej szczegolow o detalach wnetrzarskich napewno pojawi sie na moim drugim blogu;)
Teraz jedynym moim zmartwienie sa zawirowania z lotniskami w Polsce:( Warszawa zamknieta, a dzis od rana takze Lodz(!) Krakow i Poznan:( a wszystko to przez mgle;/ Coz ja kiedys tez bylam w samolocie ktory krazyl nad miastem czekajac az mgla sie podniesie. Jednak bardzo mi sie to nie podoba, no ale mam nadzieje ze jutro wszystko bedzie OK i siostrze uda sie przyleciec;)

wtorek, 25 października 2011

I znowu środa

Był weekend i minął nie wiadomo kiedy, przeciekł przez palce jak zwykle i już znowu jest środa - połowa kolejnego tygodnia. Czas mija w zawrotnym tempie!

czwartek, 20 października 2011

Środek tygodnia

Praca.

Normalny, nudny tydzień, w czasie którego jednyną rzeczą na którą czekam i która pozawala mi nie zwariować jest środa, bo to połowa tygodnia, a potem już z górki do weekendu.

Pogoda.

Jesień zaczęła się na do dobre. W poniedziałek strasznie lało cały dzień i temperatura znacznie spadła. Natomiast dziś jest słonecznie, choć chłodno. Rano czuć powiew zbliżających się chłodów i niezbyt odległej zimy. Wiatr zdarł z drzew wszystkie liście.

Dom.

Po powrocie z pracy nic mi się nie chce, głównie siedzę na kanapie, oglądam TV lub relaksuję się przy komputerze, nie robiąc jednak nic konkretnego, a powinnam. Mam masę rzeczy do zrobienia, przygotowania, poprawienia, napisania... a tu nic, jedno wielkie NIC. Trochę gotuję, ale wieczorem to ani  nie chce się zbytnio mieszać w kotłach, a jak już coś uważę, to zdjęcia wychodzą kiepskie, bo brak naturalnego światła, a to jeść się odechciewa, bo późno i tak cały czas coś . I taki jakiś chyba jesienny marazm zaczyna mnie ogarniać. Wracam do domu - ciemno. Jesień na całego:(

środa, 19 października 2011

Nieprzewidziane zakupy

W niedziele miałam wybrać się na spacer za miasto, poszwędać się po bocznych drogach i bezdrożach, nacieszyć się ostatnimi podrygami prawdziwej, złotej, słonecznej jesieni. Niestety wstałam trochę późno, potem powolne, leniwe śniadanie, zbieranie się i szykowanie, z tego wszystkiego uciekł mi autobus i doszłam do wniosku że jest zbyt późno żeby tam jechać. W związku z tym postanowiłam przeznaczyć ten dzień na zakupy.
W pierwszej kolejności wybrałam się na pchli targ zwany tutaj "car boot sale" czyli "wyprzedaż z maski samochodu". Odbywa się on w każdą niedziele na wielopoziomowym parkingu w centrum Edynburga. Sprzedających było mnóstwo, ale jakoś tym razem nie wypatrzyłam nic ciekawego, poza dwoma arkuszami starych map.
Następnie postanowiłam odwiedzić duże centrum handlowe w którym znajduje się bardzo fajny sklep ze wszystkim co jest potrzebne do różnej domowej dzialaności twórczej. Sklep jest co prawda dość drogi, ale można tan znaleść naprawdę wszystko. Postanowiłam zaopatrzyć się w produkty niezbędne do wykonania kartek świątecznych, bo właśnie w to mam zamiar pobawić się w tym roku;) Wiecej szczegółów o postępach tych prac na moim drugim blogu - urokliwe detale - za jakiś czas. 
Następnie odwiedziłam wielki sklep zabawkowy, z myślą o zakupie czegoś dla mojego chrześniaka, który niedługo ma mnie odwiedzić - już nie mogę się doczeka;) 
Kolejnym sklepem na szlaku byl M&S, weszłam tam tylko ze względu na stoisko świąteczne, postanowiłam bowiem w ogóle nie patrzeć na ciuchy. To jednak nieuniknione gdy wchodzi sie do sklepu odzieżowego - no i oczywiście wpadł mi w oko śliczny turkusowy, sztruksowy płaszczyk, a do niego świetne buty i chyba bym go kupiła, ale zaczęłam się zastanawiać gdzie bym w nim chodziła, skoro głównie jeżdżę rowerem... ;)   Pożuciłam myśl zakupu kolejnych fatałaszków i skierowalam się w stronę stoiska z asortymentem świątecznym, niby ładne rzeczy, ale nic co by powalało. Jednak upatrzylam bardzo ładne i niedrogie albumy do scrapbookingu. Postanowiłam kupić, jeden dla siebie, a drugi dam siostrze w prezencie.
Na koniec już tylko zakupy spożywcze i po całym dniu łażenia, niestety tylko po sklepach, wróciłam do domu.
Dzień był wyczerpujący, ale owocny. Teraz trzeba zacisnąć pasa i czekać do końca miesiąca;) a później znowu trochę zaszaleć;) w końcu przyjeżdża do mnie siostra z chrześniakiem:)

wtorek, 18 października 2011

Jesienne skarby

W sobotę wybrałam się na rowerową przejażdżkę, aby nacieszyć się tak szybko mijającą jesienią i podebrać nieco jej dóbr;) Chciałam wyjechać z miasta i gdzieś tam na szlaku pozbierać jeżyn, dzikiej róży i jarzębiny. Przejechałam 60km i nie natknęłam sie na ani jedno drzewo jarzębinowe :( ale za to znalazłam piękny krzak czarnego bzu i nazbierałam nieco jego owoców. To mój pierwszy raz kiedy będę przygotowaywać tego typu przetwory i mam nadzieję, że coś mi z tego wyjdzie;) Póki co dokształcam się i przeglądam różne przepisy i porady. 
Wycieczkę uważam za bardzo udaną, przede wszystkim, że udało mi sie odwiedzić destylarnię whisky i skosztowania jej wyrobów;) 
Teraz jeszcze kilka słów o trasie wycieczki - spore jej odcinki pokonałam ścieżkami rowerowymi powstałymi w miejscu dawnych linii kolejowych, które niegdyś dość gęstą siecią otaczały rejon Edynburga. Część z nich została wybudowana w celu transportowania wydobywanego na tym terenie węgla.

środa, 12 października 2011

Środa jak poniedziałek

Pierwszy dzień w pracy, po czterodniowej przerwie, to koszmar. Nie można się odnaleść i wkręcić w normalny rytm, na szczęście mam wrażenie że jest poniedziałek, a tak naprawdę to środa już za mna i zstały tylko dwa dni;) Na dodatek byłam zmęczona, niewyspana i bolała mnie głowa. Sąsiedzi zafundowali mi prawie bezsenną noc próbując łóżkiem przebić się do mojego mieszkanka;)Rano jadąc do pracy rowerem zmokłam, a wracając zmarzłam - to już zdecydowanie jesień i nie piękna, słoneczna, ale deszczowa, wietrzna i szarobura. Rano, gdy próbuję się obudzić jest ciemno i ponuro, wieczorem wcześnie robi się ciemno:( Brr, nie mam pomysłu jak przetrwać tę najgorszą porę roku. Póki co leżę na kanapie zawinięta w kocyk, spijam gorącą herbatkę, i myślę... byle do wiosny;)

poniedziałek, 10 października 2011

Poniedziałkowe lenistwo?

Dziś nie czułam sie najlepiej i postanowiłam zostać w domu. Zadzwoniłam rano do pracy, że chciałabym zostać w łóżku, pod kołderką. Obruciłam sie na drugi bok, owinęłąm w kołdrę i postanowiłam jeszcze trochę się zdrzemnąć, była godzina 9. O 12:30 obudził mnie telefon:) Nie wiem co tak odsypiałam, bo przecież w weekend sie wyspałam;) 
Dzień w domu postanowiłam w pełni wykorzystać i postanowiłam przeznaczyć go na sprzątanie. Oczywiście co innego coś sobie postanowić, a co innego wykonać. I tak najpierw zjadłam śniadanie, oczywiście przy komputerze, przeglądając wiadomości, pocztę, sprawdzając co słychać w mojej grze itp. W ten sposób zleciały mi dwie godziny. Następnie, rozglądając się bezradnie po mieszkaniu, zastanawiałam się od czego mogłabym zacząć, a taka decyzja jest niezemiernie istotna, wręcz strategiczna;) I tak powoli, powoli zaczęłam tu i ówdzie ogarniać. Po pewnym czasie przypomniało mi się jednak, że miałam przygotować pewną potrawę na mojego bloga kulinarnego i dodać go do  konkursu. Przygotowałam więc moje niby mini studio foto i zabrałam się za przygotowywanie jedzienia. W międzyczasie okazało się, że przydałby się koperek... ruszyłam na poszukiwania... odwiedziłam wszystkie okoliczne sklepy, w tym jakiś indyjski warzywniak, supermarket i mały sklep, koperku nigdzie nie było:( Żeby zdobyć koperek trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia. Wróciłam więc do domu bez koperku, ale za to z zupełnie innym zakupem... już świątecznym, ale był tak ładny i urokliwy, że nie mogłam się powstrzymać;) 


Także ze sprzątania nici, ale za to udało mi się stworzyć dzieło kulinarne, którego smak po prostu powala;) Ze zdjęć także jestem zadowolona, więc dzień mogę uznać za udany;)


sobota, 8 października 2011

Szkockie Absurdy

Będąc w sklepie byłam świadkiem dziwnego zdarzenia.

Przy kasie obok doszło do jakiegoś zamieszania, wezwano menadżera. Okazało się, że około 40-letnia kobieta robiąca zakupy z nastoletnią córką nie może kupić alkoholu (owocowego piwa), ponieważ dziewczyna jest nieletnia, a osobom w towarzystwie dzieci alkoholu sprzedawać nie wolno!

Ludzie byli oburzeni, a menadżer nieugięty - „This is the law!” - takie jest prawo i alkoholu nie można sprzedawać osobom w towarzystwie dzieci. Strach mieć dzieci w tym kraju i robić zakupy, bo „prawo” przewiduje, że ludzie będą poić własne pociechy.

Zagłębiłam się w ustawę o licencji i sprzedaży alkoholu w Szkocji z 2005, ale takiego dosłownego zapisu nie znalazłam. Mowa jest jedynie o tym, że wykroczeniem jest zakup alkoholu przez osobę dorosłą dla nieletniego. Jednak chyba przesadą jest odmówienie sprzedaży alkoholu rodzicowi robiącego zakupy w towarzystwie dzieci! Tutaj władny staje się  sprzedawca, któremu może się wydawać, że zakupiony alkohol będą spożywać nieletni!

Ponadto w Szkocji panuje zakaz sprzedaży alkoholu między godziną 22 a 10 (w sklepach), w niedziele w pubach przed 12:30. 

wtorek, 4 października 2011

Ponowna Reaktywacja


Po długiej, bardzo dłuuugiej przerwie postanowiłam powrócić do mojego bloga. Stęskniłam się za pisaniem, a poza tym chciałabym podzielić się codziennymi sprawami i przeżyciami. Warto spisywać różne historie, ponieważ pamięć jest ulotna, a po pewnym czasie fajnie jest przeczytać to co się kiedyś napisało.

Jednocześnie mogę się pochwalić, że w międzyczasie, gdy ten blog leżał odlogiem, założyłam dwa inne, które całkiem nieźle funkcjonują, ponieważ udaje mi się regularnie dodawać wpisy.
Jeżeli ktoś ma ochotę zajrzeć, serdecznie zapraszam:


Historie z rowerem w tle to blog o tematyce rowerowej w nieco innym wydaniu, mówi głównie o rowerach w literaturze, o sławnych ludziach na rowerach, znajduje się tu też sporo cytatów rowerowych.


Codzienne gotowanie jak sama nazwa wskazuje to blog kulinarny. Staram się tam zamieszczać proste, sprawdzone, szybkie i przede wszystkim smaczne dania. Ponadto szkolę się nieco w fotografii kulinarnej i mam nadzieję, że zdjęcia przedstawiające moje dania będą wyglądały smakowicie.


Aktualnie zastanawiam się nad jeszcze jednym blogiem, gdyż doszłam do wniosku, że jest to najprostsza forma zaistnienia w Internecie i podzielenia się ze światem swoimi zainteresowaniami. Jednak ten kolejny blog jest na etapie rozważań i to jeszcze całkowita tajemnica, więc szzzzz …..
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...