środa, 23 grudnia 2009

Zima, zima, zima

Zima zawitała w końcu i do Edynburga;) jak tu jestem nie było takiej zimy, a i miejscowi twierdzą że nie pamietają kiedy było tyle śniegu. Faktycznie, gdy dziś rano wyjrzałam przez okno okazało się, że wszędziejest biało, spadło chyba kilkanaście centymetrów śniegu. Ulice jeszcze nawet nie rozjerzdżone przez samochody, cisza i spokój, po prostu wspaniale;)

Photobucket

Zdecydowalam sie pojechać do pracy rowerem, ponieważ stwierdzilam że tak bedzie szybciej i niezawodnie:) Jechałam powoli, mniejsze uliczki byly mocno zaśnieżone, ale główne ulice już rozjezdżone lub odsnieżone.
W pracy wywołałam duże zdziwienie, gdy powiedziałam, że przyjechałam rowerem;) niektórzy nie chcieli wiedzieć, inni stwierdzili że chyba zwariowałam:) Ale coż mnie podróż do pracy zajęła około 35 - 45 minut (w normalnych warunkach 25min), natomiast osobom które postanowiły skorzystać z komunikacji miejskiej zajeło to 1,5-3 godzin;) czyli jakieś 3 razy dłużej niż normalnie. Niektórzy w ogóle nie dotarli:)

A tak wyglądał parking przed moim biurem;)

Photobucket

środa, 9 grudnia 2009

Okrężną drogą do pracy

Miałam kilka spraw do załatwienia w centrum i pierwotnie planowałam załatwić je po wyjściu z pracy, jednak ponieważ ciężko mi się wstaje i do prayc docieram późno, więc również późno z niej wychodzę i wtedy już sklepy są zamknięte. Pomyślałam więc, że mogę załatwić moje sprawy przed pracą, a potem spokojnie siedzieć do nocy, aż wyrobię swoje godzinki. Tak więc skoczyłam do kilku sklepów, zalatwiłam co miałam załatwić - prezenty świąteczne;) i popedałowałam do roboty. Przejeżdżając koło banku miałam nadzieję, że o to uda mi się załatwić, ale jak na złość bank tego dnia otwarty jest od 10;/ co za koszmar, nie mogę skasować czeku, bo gdy kończę pracę to bank jest zamknięty;/ Tu w ogóle ciężko jest cokolwiek załtwić, szczególnie gdy pracuje się od 9 do 17.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Historia pewnych błotników


Ponieważ przez weekend nie miałam czasu, dopiero dziś wzięłam sią za montowanie błotników do roweru, które przyjechały w środę.

A namęczyłam sie przy tym co niemiara;(

Niestety tak to jest, gdy brak odpoweidnich narzędzi - odpowiednie narzędzia to 3/4 wykonanej pracy. Teraz już wiem czemu mój tata ma takż imponujacą kolekcję wszelakich młotków, wkrętaków, kluczy wszelkiej maści, itp;)

Mam co prawda klucze rowerowe, ale nie są one zbyt wygodne, ciężko nimi manewrować i przytrzymać nakrętkę ukrytą w głębi przedniego widelca;/

Tak więc nakombinowałam sie i nawalczyłam z niechcącymi się dokręcić śrubkami, ale to nie wszystko.

Z tylnym błotnikiem poszło łatwo, miejsca na sztycy od siodełka jest dość i dostęp łatwy. Można zamocować go na jakiej się chce wysokości, a dodatkowo można ustawić kąt pod jakim jest ustawiony względem koła - jednym słowem super;) ciężko było dokręcić śrubkę, (brak zwykłego płaskiego klucza lub choć kombinerek, przydałby sie rowniez dobry srubokret), ale jako dałam radę innymi metodami:)

Problem miałam z przednim błotnikiem.

Żeby go założyć musiałam zdjąć przednie koło.

Pierwsza próba przymocowania - tylna część błotnika opiera się na oponie, ale to tak że koło prawie w ogóle nie chce się kręcić;/Ok, zdejmuję koło, zdejmuję błotnik.

Próba druga - przesunęłam mocowanie, błotnik cofnął się, dobrze, jest luz nad kołem - kręci sie;). Zapinam przedni hamulec i tym razem okazuje się że niestety hamulec opiera się o błotnik i mocno go rysuje;/ w ostatecznosci mogłoby dojść do tego że albo hamulec nie będzie działał prawidłowo, albo przetnie mi błotnik;) myślę co zrobić...

Ok, zdejmuję koło, bo inaczej nie da się zdjąć błotnika, zdejmuję błotnik...

Podejście trzecie - postanawiam założyć błotnik odwrotnie, tzn. nad widelcem, a hamulec zapiąć pod błotnikiem (mam tylko nadzieję że śrubki są dostatecznie długie - ok wystarczają, tak chyba na dwa obroty, ale trzymają;)).

Ostatecznie udało sie!

Photobucket

Photobucket
Śmigam z błotnikami i żaden deszcz i mokra pogoda mi nie straszna;)

niedziela, 6 grudnia 2009

IKEA i przyleglosci

Tego dnia kontynuowałam zakupy tym razem w centrum handkowym i IKEA. Udało mi się wyhaczyć fajny i niedrogi obrus i serwetki oraz kilka świeczek i małego cyprysika, wszystko to oczywiście z myślą o świętach, aby z dala od domu, zaponowała równie miła atmosfera.

Gdy wszystko będzie gotowe wstawię zdjecia;)

sobota, 5 grudnia 2009

Sobota na zakupach i innych sprawunkach


Musiałam wcześniej wstać, żeby zdążyć na pocztę, aby odebrac przesyłke, która czekała już tam na mnie od dwóch dni. Niestety nie mogłam się obudzić do 9, ostatecznie wyszłam z domu około 9.15, a oddział poczty gdzie odbiera się przesyłki jest czynny w sobotę do 9.30, na miejsce dotarłam na pięć minut przed zamknięciem, ale okazało sie że stoi tam okazały ogonek, więc podejrzewam że nie zamkneli o czasie.
Po odebraniu przesyłki, a była nią trąbka do roweru;)

Photobucket
tu już przymocowana do kierownicy, mam z niej niesamowitą frajdę:)

postanowiłam przejść się po mojej ulubionej ulicy - Morningside i jej małych sklepikach z różnymi drobiazgami oraz licznymi "second hend'ami". Kupiłam kilka świątecznych pierdółek, które zamierzam wykorzystać do przygotowania jakichś dekoracji. Całe to spacerowanie zajęło mi około dwóch godzin. Wróciłam do domu, zjadłam śniadanie - buła z serem i oregano była bardzo smaczna;)

Kolejny punkt dnia to odwiedziny w serwisie rowerowym w celu wymiany dętki, która została przebita w środę, jednka aż do dziś nie miałam okazji jej wymienić, ponieważ serwis jest czynny do 18, a o tej porze to ja wychodzę ostatnio z pracy. Przy okazji wymieniłam oponę, z czym nosiłam się chyba od wiosny.Teraz mam eleganckie, wysokie opony, co prawda tylna jest inna niż przednia, bo ponoć taka sama nie miesciła się w widelcu (czy jak tam nazywa się ta część roweru), bo jest dosc gruba. Jedank ta którą mi założono też jest fajna, tylko że wyje na asfalcie. Napompowana na maksa, jest prawie jak kamień, ale fajnie jeździ się na tak porządnie napompowanym kole:) muszę dopompować przednie bo w porównaniu z tyłem jest miękkie, ale sama chyba nie jestem w stanie tak nabić opony. W serwisie zeszła chyba godzinka, asortyment sklepu obok znam na pamięć;) Wróciłam do domu, odstawiłam rower, przebrałam się i postanowiłam wybrać się na dalsze zakupy.

I tak włóczyłam się od sklepu do sklepu, spokojnie i bez pośpiechu, ogladajac to co mnie interesuje, jak i to czego w ogóle nie zamierzam kupować. Przy okazji wpadłam na kilka pomysłów prezentowych, w tym dla psa mojej siostry, ale o tym sza, bo się wyda, a to ma być niespodzianka;)

Kolejnym poważnym dylematem przed jakim stanęłam tego dnia, było to w jakiej tonacji przygotować pokój na święta, ostatecznie zdecydowałam się na coś pomiędzy bordo, brązem i złotem;) zobaczymy jak to będzie wyglądało. Bordo przeważyło, ponieważ kupiłam, również z okazji świąt bordową, satynową pościel;) (zdjęcia wrzucę przed samymi swietami, gdy już będzie pięknie posprzatane:))

I tak na zakupach zszedł mi cały dzień, do domu wróciłam około 19, obładowana torbami pełnymi różnistych drobiazgów, upominków świątecznych i kilku książek;)

piątek, 4 grudnia 2009

Piatkowe zakupy po pracy


Po pracy, z której wyrwałam się wcześniej, pojechałam do pobliskiego centrum handlowego. Obeszłam liczne sklepy, nic jednak w nich nie znajdując ciekawego. Jedynym nabytkiem były śliczne kartki świąteczne dla rodzinki, gdy je zobaczyłam, stwierdzialam że te i żadne inne;) Ale cisza o tym bo rodzinka przeczyta i się wszystko wyda;)
A, i jeszcze takie drobiazgi świąteczne, ozdóbki, które pokażę gdy zostaną wykorzystane w świątecznych dekoracjach;)

czwartek, 3 grudnia 2009

A miało być tak pięknie


W środę rano, jeszcze zanim wyszłam do pracy, przyjechały błotniki do roweru, z zakupem których nosiłam się od bardzo dawna, jednak ponieważ pogoda była bardzo ładna nie mocowałam ich, zresztą nie miałam czasu. Pomyślałam, że zrobię to wieczorem. Piękny dzień przesiedziałam za biurkiem. Wieczorem, mniej więcej w 2/3 drogi powrotnej do domu, zaczęło mi się bardzo ciężko jechać;/ okazało się że złapałam kapcia w tylnym kole;/ Pozostały odcinek pokonałam spacerkiem, na szczęście nie było zbyt daleko. Ciekawa jestem gdzie to się stało, bo co było przyczyną to wiem - otóż maleńki kawałeczek brązowego szkła, wiem bo znlazłam go gdy oglądałam w domu koło. Także błotniki chwilowo leżą bezużyteczne, na "szczęście" dziś pogoda była kiepska jak na rower więc skorzystałam z komunikacji miejskiej;)
Plusem tej drobnej awarii jest to, że zmobilizuje mnie ona do wymiany opony, z którą nosiłam się już od dość dawna, no a przede wszystkim do wyczyszczenia roweru;)

PS. Na weekend plany świąteczno - zakupowe;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...