poniedziałek, 30 listopada 2009

Parada dziwnych pojazdów i German Christmas Market

Jak już napomknęłam w poprzednim wpisie, święta się zbliżają. Tu w mieście porozstawiane są choinki, palą się lampki, wiszą ozdoby, w witrynach wiszą bombki, łancuchy i inne ozdoby. Jednak największą przedświateczną atrakcją jest niemiecki ryneczek w centrum miasta. Znajduję się tam kramy z jedzeniem, jakieś naleśniki, ala kopytka, pieczone ziemniaczki z ziołami, precle, pierniki, i inne smakołyki, jednak największą popularnością cieszą się stoiska z grzanym winem i piwem;) Poza tym jest mnóstwo różnych drobiazgów i kolorowych pierdółek, które owszem ciesza oko, ale są zdecydowanie niepraktyczne i niepotrzebne. Jednym słowem dobre upominki;) Mimo tego lubię tam chodzić, choć tłok panuje straszny i pogapić się na te migoczące i kolorowe różności. Takie to jest sympatyczne i wprawia w miły nastrój.
Poza niemieckim ryneczkiem na okres świąteczno - nowowroczny rozstawiane jest małe wesołe miasteczko, sztuczne lodowisko oraz drugi ryneczek z wyrobami lokalnymi - szkockim jedzeniem, galanterią i ciuchami, a wszystko to w samym centrum miasta.
Byłam tam w sobotę rozejrzeć się co i jak, zrobiłam kilka zdjęć, ale to tylko tak na rozgrzewkę, w przyszłym tygodniu wybiorę się tam ze statywem i spróbuję zrobić jakieś porządne ciekawe zdjęcia rozświetlonego, świątecznego miasteczka.

Photobucket




Jednak w sobtę wybrałam się do centrum głównie ze względu na mającą się odbyć paradę dziwnych pojazdów. Cóż faktycznie było kilka niesamowitych, artystycznych, fantastycznych, śmiesznych, cudacznych pojazdów, nie będę ich tu opisywać, myślę że najlepiej z ilustrują to zdjęcia, może z niewielkim komentarzem;)

Photobucket

Photobucket

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


A może pozostawię bez komentarza;) w razie niejasności proszę pytać:)

sobota, 28 listopada 2009

Ostatni piątek miesiąca

Tak ostani piątek listopada. Po weekendzie zacznie się grudzień i święta tuż tuż. Powoli zaczynam się do nich przygotowywać, ale jescze ich nie czuję. Muszę przejść się do miasta i poczuć jak żyje nimi miasto, pooglądać wystawy, dekoracje, zajrzeć na świateczny ryneczek, ponapawać oczy tymi wszystkimi kolorami i światełkami. W tym tygodniu w centrum otwarto świateczne wesołe miateczko i lodowisko oraz niemicki rynek z różnego rodzaju drobiazgami, upominkami no i oczywiście jedzeniem - wybieram się tam jutro;)
Lubię tę świąteczną atmosferę, te chłodne dni i nastrój oczekiwania i przygotowywań do świąt. Tegoroczne bożenarodzenie spędzę co prawda z dala od domu i rodziny, ale mam nadzieję będzie miło i pryzjemnie. Zamierzam przygotować polską wigilię z niewielkimi zmianami wynikającymi z braku produktów lub umiejętności oraz tutejszej kultury i zwyczajów;)
Ano tak rozmarzyłam się o świętach, a w sumie nie to o czym miałam pisać. Miałam pisać o dniu dzisiejszym, a nie o tym co będzie za miesiąć - na to będzie pora. Otóż na dziś miałam duże plany, jednak jak zwykle coś musiało mi je pokrzyżować;/ Tym razem owym czymś była praca. Ale po kolei. Rano pojechałam na pocztę sprawdzić czy nie ma do mnie paczki, bo czekam na nią już od ponad tygonia, niestety nie było:( Z poczty musiałam jakoś dostać się do pracy, a ponieważ nie chciałam się cofać na normalną trasę, jechałam zakosami, najpierw odbiłam w mniej więcej porządanym kierunku, następnie jechałam wzdłuż torów, później kawałek wzdłuż kanału, później zeszłam po schodkach na poziom rzeki i wzdłuż niej przejechałam następny odcinek, nieco kręty, gdyż tu rzeka kluczy, aż w końcu wjechałam na ostatni odcinek - ścieżkę rowerową prowadzącą do pracy.

Ścieżka wzdłuż torów

ścieżka wzłuż kanału

water of Leith

Dzień zaplanowałam sobie tak, że posiedzę w pracy do około 17, a następnie udam się do centrum na rowerową masę krytyczną. Niestety w pracy, specjaliści od informatyki, zamknęli program na którym pracuję o 12, ponieważ wprowadzają jakieś "usprawnienia", zmieniają bazę danych czy coś takiego i od poniedziałku program ma działać przez przeglądarkę, ciekawe czy ruszy (?), ale w związku z tym zamknięciem nie bardzo miałam co robić, bo oczywiście zamiast uprzedzić chociaż dzień wcześniej, żeby można było zaplanować sobie jakoś godziny, to nie - uprzedzili godzinę przed faktem;/ no po prostu załmka jak to wszystko działa;/ Ale do czego zmierzam... gdyby wszytko działało normalie, zamierzałam wyjść z pracy po 17 i pojechać do centrum. Jednak ponieważ nie bardzo chciało mi się robić to co mogłam robić, wyszłam z pracy o 15,30 i skierowałam się do domu. Niestety stało się tak jak przewidywałam, gdy wróciłam do domku, to już nie chciało mi się wyjść i na masę rowerową nie pojechałam. Za to zjadłam obiadek - bułę typu bagietka z nadzieniem z kurczaka i wędlinki, ponieważ dostałam kupon promocyjny;), stoczyłam kolejną walkę ze zdjęciami - tym razem wygraną;) i tak siedzę sobie i klikam, słucham filmu (to u mnie normalne - po prostu coś musi gadać, jak tak sobie siedzę sama).
Jednym słowem kolejny normalny, leniwy dzień. Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie bardziej owocny:)

środa, 25 listopada 2009

Listopad pokazuje co potrafi

Do tej pogoda dopisywała, była wręcz wspaniała, nienaturalnie ładna, słoneczna i bezwietrzna. Ale wiadomo, że co za dużo to nie zdrowo. I nadszedł prawdziwy listopad i uderzył z całą siłą i gwałtownością. Wiało potwornie, a do tego padało bez przerwy dwa dni. Z różnych miejsc napływały informacje o zalaniach i podtopieniach. Wiatr uderzał w okna, a deszcz dudnił o szyby. Było bardzo nieprzyjemnie, ponuro i ciemno.
W taką pogodę oczywiście niepodobna jeździć na rowerze, choć widziałam kilku śmiałków, którzy dzielnie pedałowali i probowali stawiać czoła żywiołowi w postaci wiatru wiejącego ze średnią prędkością 50km/h. Cóż ja nie byłam tak twarda i przesiadłam się na autobus;)

sobota, 21 listopada 2009

Senna sobota

Plan na dziś był taki, aby przejechać się do IKEA, ale rano tylko wstałam do toalety po czym wróciłam do łóżka i poszłam spać dalej, spało mi sę wyśmienicie, za oknem wiatr i deszcz. Obudziłam się, gdy zaczeło się ściemniać, czyli około godziny 16,30. Taki kilkunastogodzinny sen jest na prawdę wspaniały. Czasami tak mam, że muszę odespać zaległości, ponieważ w tygoniu dość późno się kładę, a wczesnie próbuje wstac - niestety ostanio słabo mi się to udaje. Mam nadzieję że dzięki tej przespanej sobocie w przyszłym tygodniu uda mi się nieco wcześniej wstawać do pracy:)

PS. Znajomy wkręcił mnie w pewną pracę pisarską, z czego jestem bardzo zadowolona, tak więc kończę pisanie tutaj i biorę się do pracy;)

piątek, 20 listopada 2009

Pogoda zmienną jest

Dzeiń był bardzo ładny, słoneczny z nielicznymi, drobnymi chmurkami, siedząc sobie w pracy i nudząc się niemiłosiernie, zastanawiałam się jak najszybciej się stamtąd wyrwać i co robić popołudniu. Wymyśliłam, że ponieważ nie mogę wysiedzieć za biurkiem - krzesło mnie parzyło - wyjdę wcześniej, popedałuję do domu, wezmę aparat i pojadę na taką górę, niedaleko domu i z jej szczytu porobię zdjęcia zachodu słońca. Plan jak najlepszy i wszytko szło wspaniale, ale gdy dojerzdżałam do domu, obróciłam się ku zachodowi, a tam cały horyzont, równo zasnuty ciemną frontalną chmurą;/ wrrr nici z pięknego zachodu, a miało być tak pięknie.... Wróciłam więc do domu i zabrałam się za pisanie i nadrabianie zaległości w blogu, po pewnym czasie zobaczyłam że się rozjaśniło i chmura jakoś przeszła, a zachodnie niebo znowu się wypogodziło, niestety było już nieco za późno żeby dotrzeć na górę i zdąrzyć na zajście słonka. Po pewnym czasie usłyszałam za to łomotanie deszczu o szybę i doszłam do wniosku, że to jednak dobrze że zostałam w domu.
I tak właśnie wygląda szkocka pogoda, zupełnie nieprzewidywalna i prawdą jest że w ciągu jednego dnia można przeżyć wszystkie pory roku.

Przebudzenie

Oj, to już prawie kwartał od ostatniego wpisu:( ale jakoś nie składało się, żeby zasiąść i coś napisać, ale teraz trwa jesień - ta gorsza jej część - deszczowa, ponura, pochmurna, wieczory coraz dłuższe, więc można spokojnie usiąść wieczorem i zabrać sie do pisania - tego bierzącego, jak i nadrabiania zaległości, a przez 3 miesiące nazbierało się ich sporo, bo sporo się działo. Dużo wrażeń, podróży, rozrywek i zwykłego życia z dnia na dzień.
Ostatni wpis był przed wakacjami, a tu już święta Bożego Narodzenia się zbliżają i trzeba się jakoś zacząć do nich przygotowywać:) Zacząć rozglądać się za upominkami:) Po świętach zaraz nowy rok, na Sylwestra mają tu zjechać znajomi, jest więc i kolejna rzecz do zaplanowania:) przygotować menu, zorganizować jakoś pokój na tę noc, obmyśleć plan zaprezentowania miasta:) Także jest co robić, jest się nad czym zastanawiać, no i oczywiście jest o czym pisać. Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny "słomiany" zryw, jak to u mnie niestety bywa;/ Muszę się sumienniej zabrać do tego pisania, ponieważ mam pewien plan, o którym jednak nic nie powiem, bo to pewien pomysł i jeszcze nie wiem co z niego wyjdzie, a nie chcę zapeszyć;) tak więc chcę pisać, pisać, pisać;)

Ostatnio przeglądałam różne blogi i doszłam do wniosku, że ludzie piszą tam o wszystkim, to chyba taki substytut własnej strony www, piszą tam o swoich zainteresowaniach i spostrzeżeniach o otaczającym świecie i to właśnie bardzo mnie zaintrygowało, spodobało mi się to że w tak prosty w sumie sposób (bez znajomości tworzenia stron) można stworzyć ciekawą witrynę:) Może i mnie uda się stworzyć coś podobnego:) w sumie interesuje mnie mnóstwo różnych rzeczy i czasami mam wielką chęć podzielić się tym wszystkim z innymi. Tak więc zamierzam spróbować, zobaczymy co ztego wyniknie;)

Tydzień pełen wrażeń - zaległy post z 18 sierpnia

Po leniwym tygodniu nadszedł tydzień bardzo ciekawy i urozmaicony


Poniedziałek - moja koleżnka czeszka, z którą swego czasu pracowałam, dała znać, że przyjechała do Edynburga i zaproponowała spotkanie;) bardzo się na to ucieszyłam:) Zaplanowałyśmy pogaduchy na wtorek... jednak po poworcie do domu zostałam poinformowana, że we wtorek jedziemy do Glasgow na koncert U2. Lubię niespodzianki, ale bez przesady! Tak więc musiałam przełożyć spotkanie.

Wtorek - Do pracy niestety dotarłam późno, gdzieś na 9. A musiałam wcześniej wyjść, ponieważ jechaliśmy do Glasgow na koncert. Wszystko to było bardzo skomplikowane. Musiałam dotrzeć do centrum na dworzec, wsiadłam w autobus i z niepokojem co chwila zerkam na zegarek, bo mam czas wyliczony na styk, a kierowca popierdółka jedzie jak na wycieczkę krajoznawczą, a jak dojeżdża do skrzyżowania i zapala się żółte, to daje po hamulcach, ale to tak, że wszyscy lecą do przodu. No ale dobrze mam czas;) jedziemy, jedziemy, a tu nagle okazuje się, że jedzie inna trasą! o tym oczywiście żadnej informacji nie było, ani na stronie internetowej ani na przystanku:/wysiadłam w pobliżu miejsca docelowego i pogalopowałam na dworzec. W tym samym kierunku zmierzała masa ludzi, akurat pora opuszczania biur i powortów do domu - do okolicznych podedynburskich wiosek. Ale, uff udało się zdążylismy i udało nam sie wsiąść do pociągu:) W Galsgow mieliśmy zaplanowaną dalszą trasę na stadion - chcieliśmy tam dotrzeć kolejką podmiejską. Na dworcu, z którego miała ona odjeżdżać, okazało się, że jest gigantyczna kolejka po bilety. Ogonek fanów ciągnął się dookoła całego kwartału;/ a możlwie że były dwa ogonki? Stwierdziliśmy, że mamy sporo czasu i postanowiliśmy pójśc na pieszo. Na szczęście mielismy GPS'a:) Bez problemu dotarliśmy na miejsce, jeszcze sporo przed czasem. A jak się później okazało nawet wcześniej od koleżanek, które wyszły godzinę przede mną z pracy i jechały samochodem:)
Koncert zrobił na mnie duże wrażenie, ponieważ nigdy wcześniej nie byłam na takiej wielkeij imprezie (kiedyś na Inwazji Mocy, ale to trochę co innego). Siedzieliśmy nieco z tyłu i na lewo od sceny, ale było widać w miarę dobrze, no a poza tym był wielki telebim.

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Po koncercie chcieliśmy wrócić w ten sam sposób do Edynburga - czyli pociągiem, ale doszliśmy do wniosku, że mamy mało czasu, a ludzi mnóstwo i nie zdążymy na pocią, a ten było ostatni tego dnia. Zgadałam się więc z koleżanką z pracy, która przyjechała samochodem i zabralyśmy się z nimi;)
Po powrocie do domu czekała mnie jeszcze wizyta w pracy na sprzątaniu;/ była zdaje się pierwsza w nocy, no ale cóż ja poradzę na to że koncerty odbywają się w środku tygodnia;/
Gdy w końcu ostatecznie wróciliśmy do domu, czekała tam na mnie kolejna niespodzianka - paczka a w niej model kolejki, którą zakupiłam kilka dni wcześniej:) Zaraziłam się tą sprawą z kolejkami, gdy pewnego razu zobaczyłam ogromną makietę kolejki, zajmującą dwa wagony kolejowe:) Także dalszą część nocy spędziłam na układaniu torów i "rozgryzaniu" tego urządzenia, co okazało się dużym wyzwaniem;) Ostatecznie jednak udało się ją uruchomić i z zafascynowaniem, jak małe dziecko, patrzyłam na toczący się w kółko pociąg;)

Photobucket

Photobucket


Środa - wolne. Pokoncertowy dzień zaplanowałam sobie wolny;) Dzięki pobytowi w domu w ciągu dnia, mogłam zaobserwować jak wygląda mysie oken w Szkocji. Ponieważ okna są podnoszone, więc raczej ciężko jest je umyś od zewnątrz, dlatego też zatrudnia się firmę myjącą. Taka osoba przyjeżdża ze szczotką na długim kiju, wewnątrz kija płynie woda, która wylatuje przez szczotkę, moczy szybę no i szyba jest "pięknie" umyta;/ Patent niepzeciętny ale powszechnie tu stosowany. Oczywiście okna za umyte raczej uznać nie należy, jedynie za umazane, no ale cóż co kraj to obyczaj;/

Photobucket

window,cleaning

Około południa spotkałam się z koleżanką czeszką na zakupach i eskortowałam ją na lotnisko, ponieważ był to ostatni dzień jej pobytu w Szkocji. Siedzieliśmy sobie i gadaliśmy przy piwku na litnisku i omało co przez to nie spóźnili się na samolot;) Było bardzo przyjemnie i ciekawie i o tylu rzeczach chciałoby się pogadać, ale niestety na wszystko mało czasu:(

Czwartek - Po intensywnych przeżyciach tego tygodnia powróciłam do prayc i jak łatwo można się domyśleć wcale, ale to wcale nie chciało mi się pracować;/
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...