środa, 23 grudnia 2009

Zima, zima, zima

Zima zawitała w końcu i do Edynburga;) jak tu jestem nie było takiej zimy, a i miejscowi twierdzą że nie pamietają kiedy było tyle śniegu. Faktycznie, gdy dziś rano wyjrzałam przez okno okazało się, że wszędziejest biało, spadło chyba kilkanaście centymetrów śniegu. Ulice jeszcze nawet nie rozjerzdżone przez samochody, cisza i spokój, po prostu wspaniale;)

Photobucket

Zdecydowalam sie pojechać do pracy rowerem, ponieważ stwierdzilam że tak bedzie szybciej i niezawodnie:) Jechałam powoli, mniejsze uliczki byly mocno zaśnieżone, ale główne ulice już rozjezdżone lub odsnieżone.
W pracy wywołałam duże zdziwienie, gdy powiedziałam, że przyjechałam rowerem;) niektórzy nie chcieli wiedzieć, inni stwierdzili że chyba zwariowałam:) Ale coż mnie podróż do pracy zajęła około 35 - 45 minut (w normalnych warunkach 25min), natomiast osobom które postanowiły skorzystać z komunikacji miejskiej zajeło to 1,5-3 godzin;) czyli jakieś 3 razy dłużej niż normalnie. Niektórzy w ogóle nie dotarli:)

A tak wyglądał parking przed moim biurem;)

Photobucket

środa, 9 grudnia 2009

Okrężną drogą do pracy

Miałam kilka spraw do załatwienia w centrum i pierwotnie planowałam załatwić je po wyjściu z pracy, jednak ponieważ ciężko mi się wstaje i do prayc docieram późno, więc również późno z niej wychodzę i wtedy już sklepy są zamknięte. Pomyślałam więc, że mogę załatwić moje sprawy przed pracą, a potem spokojnie siedzieć do nocy, aż wyrobię swoje godzinki. Tak więc skoczyłam do kilku sklepów, zalatwiłam co miałam załatwić - prezenty świąteczne;) i popedałowałam do roboty. Przejeżdżając koło banku miałam nadzieję, że o to uda mi się załatwić, ale jak na złość bank tego dnia otwarty jest od 10;/ co za koszmar, nie mogę skasować czeku, bo gdy kończę pracę to bank jest zamknięty;/ Tu w ogóle ciężko jest cokolwiek załtwić, szczególnie gdy pracuje się od 9 do 17.

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Historia pewnych błotników


Ponieważ przez weekend nie miałam czasu, dopiero dziś wzięłam sią za montowanie błotników do roweru, które przyjechały w środę.

A namęczyłam sie przy tym co niemiara;(

Niestety tak to jest, gdy brak odpoweidnich narzędzi - odpowiednie narzędzia to 3/4 wykonanej pracy. Teraz już wiem czemu mój tata ma takż imponujacą kolekcję wszelakich młotków, wkrętaków, kluczy wszelkiej maści, itp;)

Mam co prawda klucze rowerowe, ale nie są one zbyt wygodne, ciężko nimi manewrować i przytrzymać nakrętkę ukrytą w głębi przedniego widelca;/

Tak więc nakombinowałam sie i nawalczyłam z niechcącymi się dokręcić śrubkami, ale to nie wszystko.

Z tylnym błotnikiem poszło łatwo, miejsca na sztycy od siodełka jest dość i dostęp łatwy. Można zamocować go na jakiej się chce wysokości, a dodatkowo można ustawić kąt pod jakim jest ustawiony względem koła - jednym słowem super;) ciężko było dokręcić śrubkę, (brak zwykłego płaskiego klucza lub choć kombinerek, przydałby sie rowniez dobry srubokret), ale jako dałam radę innymi metodami:)

Problem miałam z przednim błotnikiem.

Żeby go założyć musiałam zdjąć przednie koło.

Pierwsza próba przymocowania - tylna część błotnika opiera się na oponie, ale to tak że koło prawie w ogóle nie chce się kręcić;/Ok, zdejmuję koło, zdejmuję błotnik.

Próba druga - przesunęłam mocowanie, błotnik cofnął się, dobrze, jest luz nad kołem - kręci sie;). Zapinam przedni hamulec i tym razem okazuje się że niestety hamulec opiera się o błotnik i mocno go rysuje;/ w ostatecznosci mogłoby dojść do tego że albo hamulec nie będzie działał prawidłowo, albo przetnie mi błotnik;) myślę co zrobić...

Ok, zdejmuję koło, bo inaczej nie da się zdjąć błotnika, zdejmuję błotnik...

Podejście trzecie - postanawiam założyć błotnik odwrotnie, tzn. nad widelcem, a hamulec zapiąć pod błotnikiem (mam tylko nadzieję że śrubki są dostatecznie długie - ok wystarczają, tak chyba na dwa obroty, ale trzymają;)).

Ostatecznie udało sie!

Photobucket

Photobucket
Śmigam z błotnikami i żaden deszcz i mokra pogoda mi nie straszna;)

niedziela, 6 grudnia 2009

IKEA i przyleglosci

Tego dnia kontynuowałam zakupy tym razem w centrum handkowym i IKEA. Udało mi się wyhaczyć fajny i niedrogi obrus i serwetki oraz kilka świeczek i małego cyprysika, wszystko to oczywiście z myślą o świętach, aby z dala od domu, zaponowała równie miła atmosfera.

Gdy wszystko będzie gotowe wstawię zdjecia;)

sobota, 5 grudnia 2009

Sobota na zakupach i innych sprawunkach


Musiałam wcześniej wstać, żeby zdążyć na pocztę, aby odebrac przesyłke, która czekała już tam na mnie od dwóch dni. Niestety nie mogłam się obudzić do 9, ostatecznie wyszłam z domu około 9.15, a oddział poczty gdzie odbiera się przesyłki jest czynny w sobotę do 9.30, na miejsce dotarłam na pięć minut przed zamknięciem, ale okazało sie że stoi tam okazały ogonek, więc podejrzewam że nie zamkneli o czasie.
Po odebraniu przesyłki, a była nią trąbka do roweru;)

Photobucket
tu już przymocowana do kierownicy, mam z niej niesamowitą frajdę:)

postanowiłam przejść się po mojej ulubionej ulicy - Morningside i jej małych sklepikach z różnymi drobiazgami oraz licznymi "second hend'ami". Kupiłam kilka świątecznych pierdółek, które zamierzam wykorzystać do przygotowania jakichś dekoracji. Całe to spacerowanie zajęło mi około dwóch godzin. Wróciłam do domu, zjadłam śniadanie - buła z serem i oregano była bardzo smaczna;)

Kolejny punkt dnia to odwiedziny w serwisie rowerowym w celu wymiany dętki, która została przebita w środę, jednka aż do dziś nie miałam okazji jej wymienić, ponieważ serwis jest czynny do 18, a o tej porze to ja wychodzę ostatnio z pracy. Przy okazji wymieniłam oponę, z czym nosiłam się chyba od wiosny.Teraz mam eleganckie, wysokie opony, co prawda tylna jest inna niż przednia, bo ponoć taka sama nie miesciła się w widelcu (czy jak tam nazywa się ta część roweru), bo jest dosc gruba. Jedank ta którą mi założono też jest fajna, tylko że wyje na asfalcie. Napompowana na maksa, jest prawie jak kamień, ale fajnie jeździ się na tak porządnie napompowanym kole:) muszę dopompować przednie bo w porównaniu z tyłem jest miękkie, ale sama chyba nie jestem w stanie tak nabić opony. W serwisie zeszła chyba godzinka, asortyment sklepu obok znam na pamięć;) Wróciłam do domu, odstawiłam rower, przebrałam się i postanowiłam wybrać się na dalsze zakupy.

I tak włóczyłam się od sklepu do sklepu, spokojnie i bez pośpiechu, ogladajac to co mnie interesuje, jak i to czego w ogóle nie zamierzam kupować. Przy okazji wpadłam na kilka pomysłów prezentowych, w tym dla psa mojej siostry, ale o tym sza, bo się wyda, a to ma być niespodzianka;)

Kolejnym poważnym dylematem przed jakim stanęłam tego dnia, było to w jakiej tonacji przygotować pokój na święta, ostatecznie zdecydowałam się na coś pomiędzy bordo, brązem i złotem;) zobaczymy jak to będzie wyglądało. Bordo przeważyło, ponieważ kupiłam, również z okazji świąt bordową, satynową pościel;) (zdjęcia wrzucę przed samymi swietami, gdy już będzie pięknie posprzatane:))

I tak na zakupach zszedł mi cały dzień, do domu wróciłam około 19, obładowana torbami pełnymi różnistych drobiazgów, upominków świątecznych i kilku książek;)

piątek, 4 grudnia 2009

Piatkowe zakupy po pracy


Po pracy, z której wyrwałam się wcześniej, pojechałam do pobliskiego centrum handlowego. Obeszłam liczne sklepy, nic jednak w nich nie znajdując ciekawego. Jedynym nabytkiem były śliczne kartki świąteczne dla rodzinki, gdy je zobaczyłam, stwierdzialam że te i żadne inne;) Ale cisza o tym bo rodzinka przeczyta i się wszystko wyda;)
A, i jeszcze takie drobiazgi świąteczne, ozdóbki, które pokażę gdy zostaną wykorzystane w świątecznych dekoracjach;)

czwartek, 3 grudnia 2009

A miało być tak pięknie


W środę rano, jeszcze zanim wyszłam do pracy, przyjechały błotniki do roweru, z zakupem których nosiłam się od bardzo dawna, jednak ponieważ pogoda była bardzo ładna nie mocowałam ich, zresztą nie miałam czasu. Pomyślałam, że zrobię to wieczorem. Piękny dzień przesiedziałam za biurkiem. Wieczorem, mniej więcej w 2/3 drogi powrotnej do domu, zaczęło mi się bardzo ciężko jechać;/ okazało się że złapałam kapcia w tylnym kole;/ Pozostały odcinek pokonałam spacerkiem, na szczęście nie było zbyt daleko. Ciekawa jestem gdzie to się stało, bo co było przyczyną to wiem - otóż maleńki kawałeczek brązowego szkła, wiem bo znlazłam go gdy oglądałam w domu koło. Także błotniki chwilowo leżą bezużyteczne, na "szczęście" dziś pogoda była kiepska jak na rower więc skorzystałam z komunikacji miejskiej;)
Plusem tej drobnej awarii jest to, że zmobilizuje mnie ona do wymiany opony, z którą nosiłam się już od dość dawna, no a przede wszystkim do wyczyszczenia roweru;)

PS. Na weekend plany świąteczno - zakupowe;)

poniedziałek, 30 listopada 2009

Parada dziwnych pojazdów i German Christmas Market

Jak już napomknęłam w poprzednim wpisie, święta się zbliżają. Tu w mieście porozstawiane są choinki, palą się lampki, wiszą ozdoby, w witrynach wiszą bombki, łancuchy i inne ozdoby. Jednak największą przedświateczną atrakcją jest niemiecki ryneczek w centrum miasta. Znajduję się tam kramy z jedzeniem, jakieś naleśniki, ala kopytka, pieczone ziemniaczki z ziołami, precle, pierniki, i inne smakołyki, jednak największą popularnością cieszą się stoiska z grzanym winem i piwem;) Poza tym jest mnóstwo różnych drobiazgów i kolorowych pierdółek, które owszem ciesza oko, ale są zdecydowanie niepraktyczne i niepotrzebne. Jednym słowem dobre upominki;) Mimo tego lubię tam chodzić, choć tłok panuje straszny i pogapić się na te migoczące i kolorowe różności. Takie to jest sympatyczne i wprawia w miły nastrój.
Poza niemieckim ryneczkiem na okres świąteczno - nowowroczny rozstawiane jest małe wesołe miasteczko, sztuczne lodowisko oraz drugi ryneczek z wyrobami lokalnymi - szkockim jedzeniem, galanterią i ciuchami, a wszystko to w samym centrum miasta.
Byłam tam w sobotę rozejrzeć się co i jak, zrobiłam kilka zdjęć, ale to tylko tak na rozgrzewkę, w przyszłym tygodniu wybiorę się tam ze statywem i spróbuję zrobić jakieś porządne ciekawe zdjęcia rozświetlonego, świątecznego miasteczka.

Photobucket




Jednak w sobtę wybrałam się do centrum głównie ze względu na mającą się odbyć paradę dziwnych pojazdów. Cóż faktycznie było kilka niesamowitych, artystycznych, fantastycznych, śmiesznych, cudacznych pojazdów, nie będę ich tu opisywać, myślę że najlepiej z ilustrują to zdjęcia, może z niewielkim komentarzem;)

Photobucket

Photobucket

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


A może pozostawię bez komentarza;) w razie niejasności proszę pytać:)

sobota, 28 listopada 2009

Ostatni piątek miesiąca

Tak ostani piątek listopada. Po weekendzie zacznie się grudzień i święta tuż tuż. Powoli zaczynam się do nich przygotowywać, ale jescze ich nie czuję. Muszę przejść się do miasta i poczuć jak żyje nimi miasto, pooglądać wystawy, dekoracje, zajrzeć na świateczny ryneczek, ponapawać oczy tymi wszystkimi kolorami i światełkami. W tym tygodniu w centrum otwarto świateczne wesołe miateczko i lodowisko oraz niemicki rynek z różnego rodzaju drobiazgami, upominkami no i oczywiście jedzeniem - wybieram się tam jutro;)
Lubię tę świąteczną atmosferę, te chłodne dni i nastrój oczekiwania i przygotowywań do świąt. Tegoroczne bożenarodzenie spędzę co prawda z dala od domu i rodziny, ale mam nadzieję będzie miło i pryzjemnie. Zamierzam przygotować polską wigilię z niewielkimi zmianami wynikającymi z braku produktów lub umiejętności oraz tutejszej kultury i zwyczajów;)
Ano tak rozmarzyłam się o świętach, a w sumie nie to o czym miałam pisać. Miałam pisać o dniu dzisiejszym, a nie o tym co będzie za miesiąć - na to będzie pora. Otóż na dziś miałam duże plany, jednak jak zwykle coś musiało mi je pokrzyżować;/ Tym razem owym czymś była praca. Ale po kolei. Rano pojechałam na pocztę sprawdzić czy nie ma do mnie paczki, bo czekam na nią już od ponad tygonia, niestety nie było:( Z poczty musiałam jakoś dostać się do pracy, a ponieważ nie chciałam się cofać na normalną trasę, jechałam zakosami, najpierw odbiłam w mniej więcej porządanym kierunku, następnie jechałam wzdłuż torów, później kawałek wzdłuż kanału, później zeszłam po schodkach na poziom rzeki i wzdłuż niej przejechałam następny odcinek, nieco kręty, gdyż tu rzeka kluczy, aż w końcu wjechałam na ostatni odcinek - ścieżkę rowerową prowadzącą do pracy.

Ścieżka wzdłuż torów

ścieżka wzłuż kanału

water of Leith

Dzień zaplanowałam sobie tak, że posiedzę w pracy do około 17, a następnie udam się do centrum na rowerową masę krytyczną. Niestety w pracy, specjaliści od informatyki, zamknęli program na którym pracuję o 12, ponieważ wprowadzają jakieś "usprawnienia", zmieniają bazę danych czy coś takiego i od poniedziałku program ma działać przez przeglądarkę, ciekawe czy ruszy (?), ale w związku z tym zamknięciem nie bardzo miałam co robić, bo oczywiście zamiast uprzedzić chociaż dzień wcześniej, żeby można było zaplanować sobie jakoś godziny, to nie - uprzedzili godzinę przed faktem;/ no po prostu załmka jak to wszystko działa;/ Ale do czego zmierzam... gdyby wszytko działało normalie, zamierzałam wyjść z pracy po 17 i pojechać do centrum. Jednak ponieważ nie bardzo chciało mi się robić to co mogłam robić, wyszłam z pracy o 15,30 i skierowałam się do domu. Niestety stało się tak jak przewidywałam, gdy wróciłam do domku, to już nie chciało mi się wyjść i na masę rowerową nie pojechałam. Za to zjadłam obiadek - bułę typu bagietka z nadzieniem z kurczaka i wędlinki, ponieważ dostałam kupon promocyjny;), stoczyłam kolejną walkę ze zdjęciami - tym razem wygraną;) i tak siedzę sobie i klikam, słucham filmu (to u mnie normalne - po prostu coś musi gadać, jak tak sobie siedzę sama).
Jednym słowem kolejny normalny, leniwy dzień. Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie bardziej owocny:)

środa, 25 listopada 2009

Listopad pokazuje co potrafi

Do tej pogoda dopisywała, była wręcz wspaniała, nienaturalnie ładna, słoneczna i bezwietrzna. Ale wiadomo, że co za dużo to nie zdrowo. I nadszedł prawdziwy listopad i uderzył z całą siłą i gwałtownością. Wiało potwornie, a do tego padało bez przerwy dwa dni. Z różnych miejsc napływały informacje o zalaniach i podtopieniach. Wiatr uderzał w okna, a deszcz dudnił o szyby. Było bardzo nieprzyjemnie, ponuro i ciemno.
W taką pogodę oczywiście niepodobna jeździć na rowerze, choć widziałam kilku śmiałków, którzy dzielnie pedałowali i probowali stawiać czoła żywiołowi w postaci wiatru wiejącego ze średnią prędkością 50km/h. Cóż ja nie byłam tak twarda i przesiadłam się na autobus;)

sobota, 21 listopada 2009

Senna sobota

Plan na dziś był taki, aby przejechać się do IKEA, ale rano tylko wstałam do toalety po czym wróciłam do łóżka i poszłam spać dalej, spało mi sę wyśmienicie, za oknem wiatr i deszcz. Obudziłam się, gdy zaczeło się ściemniać, czyli około godziny 16,30. Taki kilkunastogodzinny sen jest na prawdę wspaniały. Czasami tak mam, że muszę odespać zaległości, ponieważ w tygoniu dość późno się kładę, a wczesnie próbuje wstac - niestety ostanio słabo mi się to udaje. Mam nadzieję że dzięki tej przespanej sobocie w przyszłym tygodniu uda mi się nieco wcześniej wstawać do pracy:)

PS. Znajomy wkręcił mnie w pewną pracę pisarską, z czego jestem bardzo zadowolona, tak więc kończę pisanie tutaj i biorę się do pracy;)

piątek, 20 listopada 2009

Pogoda zmienną jest

Dzeiń był bardzo ładny, słoneczny z nielicznymi, drobnymi chmurkami, siedząc sobie w pracy i nudząc się niemiłosiernie, zastanawiałam się jak najszybciej się stamtąd wyrwać i co robić popołudniu. Wymyśliłam, że ponieważ nie mogę wysiedzieć za biurkiem - krzesło mnie parzyło - wyjdę wcześniej, popedałuję do domu, wezmę aparat i pojadę na taką górę, niedaleko domu i z jej szczytu porobię zdjęcia zachodu słońca. Plan jak najlepszy i wszytko szło wspaniale, ale gdy dojerzdżałam do domu, obróciłam się ku zachodowi, a tam cały horyzont, równo zasnuty ciemną frontalną chmurą;/ wrrr nici z pięknego zachodu, a miało być tak pięknie.... Wróciłam więc do domu i zabrałam się za pisanie i nadrabianie zaległości w blogu, po pewnym czasie zobaczyłam że się rozjaśniło i chmura jakoś przeszła, a zachodnie niebo znowu się wypogodziło, niestety było już nieco za późno żeby dotrzeć na górę i zdąrzyć na zajście słonka. Po pewnym czasie usłyszałam za to łomotanie deszczu o szybę i doszłam do wniosku, że to jednak dobrze że zostałam w domu.
I tak właśnie wygląda szkocka pogoda, zupełnie nieprzewidywalna i prawdą jest że w ciągu jednego dnia można przeżyć wszystkie pory roku.

Przebudzenie

Oj, to już prawie kwartał od ostatniego wpisu:( ale jakoś nie składało się, żeby zasiąść i coś napisać, ale teraz trwa jesień - ta gorsza jej część - deszczowa, ponura, pochmurna, wieczory coraz dłuższe, więc można spokojnie usiąść wieczorem i zabrać sie do pisania - tego bierzącego, jak i nadrabiania zaległości, a przez 3 miesiące nazbierało się ich sporo, bo sporo się działo. Dużo wrażeń, podróży, rozrywek i zwykłego życia z dnia na dzień.
Ostatni wpis był przed wakacjami, a tu już święta Bożego Narodzenia się zbliżają i trzeba się jakoś zacząć do nich przygotowywać:) Zacząć rozglądać się za upominkami:) Po świętach zaraz nowy rok, na Sylwestra mają tu zjechać znajomi, jest więc i kolejna rzecz do zaplanowania:) przygotować menu, zorganizować jakoś pokój na tę noc, obmyśleć plan zaprezentowania miasta:) Także jest co robić, jest się nad czym zastanawiać, no i oczywiście jest o czym pisać. Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny "słomiany" zryw, jak to u mnie niestety bywa;/ Muszę się sumienniej zabrać do tego pisania, ponieważ mam pewien plan, o którym jednak nic nie powiem, bo to pewien pomysł i jeszcze nie wiem co z niego wyjdzie, a nie chcę zapeszyć;) tak więc chcę pisać, pisać, pisać;)

Ostatnio przeglądałam różne blogi i doszłam do wniosku, że ludzie piszą tam o wszystkim, to chyba taki substytut własnej strony www, piszą tam o swoich zainteresowaniach i spostrzeżeniach o otaczającym świecie i to właśnie bardzo mnie zaintrygowało, spodobało mi się to że w tak prosty w sumie sposób (bez znajomości tworzenia stron) można stworzyć ciekawą witrynę:) Może i mnie uda się stworzyć coś podobnego:) w sumie interesuje mnie mnóstwo różnych rzeczy i czasami mam wielką chęć podzielić się tym wszystkim z innymi. Tak więc zamierzam spróbować, zobaczymy co ztego wyniknie;)

Tydzień pełen wrażeń - zaległy post z 18 sierpnia

Po leniwym tygodniu nadszedł tydzień bardzo ciekawy i urozmaicony


Poniedziałek - moja koleżnka czeszka, z którą swego czasu pracowałam, dała znać, że przyjechała do Edynburga i zaproponowała spotkanie;) bardzo się na to ucieszyłam:) Zaplanowałyśmy pogaduchy na wtorek... jednak po poworcie do domu zostałam poinformowana, że we wtorek jedziemy do Glasgow na koncert U2. Lubię niespodzianki, ale bez przesady! Tak więc musiałam przełożyć spotkanie.

Wtorek - Do pracy niestety dotarłam późno, gdzieś na 9. A musiałam wcześniej wyjść, ponieważ jechaliśmy do Glasgow na koncert. Wszystko to było bardzo skomplikowane. Musiałam dotrzeć do centrum na dworzec, wsiadłam w autobus i z niepokojem co chwila zerkam na zegarek, bo mam czas wyliczony na styk, a kierowca popierdółka jedzie jak na wycieczkę krajoznawczą, a jak dojeżdża do skrzyżowania i zapala się żółte, to daje po hamulcach, ale to tak, że wszyscy lecą do przodu. No ale dobrze mam czas;) jedziemy, jedziemy, a tu nagle okazuje się, że jedzie inna trasą! o tym oczywiście żadnej informacji nie było, ani na stronie internetowej ani na przystanku:/wysiadłam w pobliżu miejsca docelowego i pogalopowałam na dworzec. W tym samym kierunku zmierzała masa ludzi, akurat pora opuszczania biur i powortów do domu - do okolicznych podedynburskich wiosek. Ale, uff udało się zdążylismy i udało nam sie wsiąść do pociągu:) W Galsgow mieliśmy zaplanowaną dalszą trasę na stadion - chcieliśmy tam dotrzeć kolejką podmiejską. Na dworcu, z którego miała ona odjeżdżać, okazało się, że jest gigantyczna kolejka po bilety. Ogonek fanów ciągnął się dookoła całego kwartału;/ a możlwie że były dwa ogonki? Stwierdziliśmy, że mamy sporo czasu i postanowiliśmy pójśc na pieszo. Na szczęście mielismy GPS'a:) Bez problemu dotarliśmy na miejsce, jeszcze sporo przed czasem. A jak się później okazało nawet wcześniej od koleżanek, które wyszły godzinę przede mną z pracy i jechały samochodem:)
Koncert zrobił na mnie duże wrażenie, ponieważ nigdy wcześniej nie byłam na takiej wielkeij imprezie (kiedyś na Inwazji Mocy, ale to trochę co innego). Siedzieliśmy nieco z tyłu i na lewo od sceny, ale było widać w miarę dobrze, no a poza tym był wielki telebim.

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Po koncercie chcieliśmy wrócić w ten sam sposób do Edynburga - czyli pociągiem, ale doszliśmy do wniosku, że mamy mało czasu, a ludzi mnóstwo i nie zdążymy na pocią, a ten było ostatni tego dnia. Zgadałam się więc z koleżanką z pracy, która przyjechała samochodem i zabralyśmy się z nimi;)
Po powrocie do domu czekała mnie jeszcze wizyta w pracy na sprzątaniu;/ była zdaje się pierwsza w nocy, no ale cóż ja poradzę na to że koncerty odbywają się w środku tygodnia;/
Gdy w końcu ostatecznie wróciliśmy do domu, czekała tam na mnie kolejna niespodzianka - paczka a w niej model kolejki, którą zakupiłam kilka dni wcześniej:) Zaraziłam się tą sprawą z kolejkami, gdy pewnego razu zobaczyłam ogromną makietę kolejki, zajmującą dwa wagony kolejowe:) Także dalszą część nocy spędziłam na układaniu torów i "rozgryzaniu" tego urządzenia, co okazało się dużym wyzwaniem;) Ostatecznie jednak udało się ją uruchomić i z zafascynowaniem, jak małe dziecko, patrzyłam na toczący się w kółko pociąg;)

Photobucket

Photobucket


Środa - wolne. Pokoncertowy dzień zaplanowałam sobie wolny;) Dzięki pobytowi w domu w ciągu dnia, mogłam zaobserwować jak wygląda mysie oken w Szkocji. Ponieważ okna są podnoszone, więc raczej ciężko jest je umyś od zewnątrz, dlatego też zatrudnia się firmę myjącą. Taka osoba przyjeżdża ze szczotką na długim kiju, wewnątrz kija płynie woda, która wylatuje przez szczotkę, moczy szybę no i szyba jest "pięknie" umyta;/ Patent niepzeciętny ale powszechnie tu stosowany. Oczywiście okna za umyte raczej uznać nie należy, jedynie za umazane, no ale cóż co kraj to obyczaj;/

Photobucket

window,cleaning

Około południa spotkałam się z koleżanką czeszką na zakupach i eskortowałam ją na lotnisko, ponieważ był to ostatni dzień jej pobytu w Szkocji. Siedzieliśmy sobie i gadaliśmy przy piwku na litnisku i omało co przez to nie spóźnili się na samolot;) Było bardzo przyjemnie i ciekawie i o tylu rzeczach chciałoby się pogadać, ale niestety na wszystko mało czasu:(

Czwartek - Po intensywnych przeżyciach tego tygodnia powróciłam do prayc i jak łatwo można się domyśleć wcale, ale to wcale nie chciało mi się pracować;/

środa, 26 sierpnia 2009

Wakacje

Jadę na wakacje wygrzewać się na słońcu - bloga uzupełnię jak wrócę wypoczęta, pełna zapału, werwy i energii:)

niedziela, 16 sierpnia 2009

Finał leniwego tygodnia

W niedzielę po długim leniuchowaniu, w końcu trzeba było gdzieś wyjść. Postanowiliśmy odwiedzić muzeum Bank of Scotland czyli banku szkockiego. Wstęp jest darmnowy, a wystawa całkiem ciekawa - mówi o historii banku, procesie wytwarzania pieniędzy. Posiada również zbiór monet i banknotów - najstarsze pochodzą z XII wieku.
Po wizycie w muzeum, przeszliśmy się na Royla Mile, ale panuje tam niesamowity tłok i ścisk i ciężko się tam chodzi, także po 200 metrach zrobiłam w tył zwrot i poszliśmy do cyrku:)
W cyrku nie byłam strasznie dawno, ostatni raz chyba jako małe dziecko. W Edynburgu rozłożył się rodzinny cyrk moskiewski. Bardzo podobały mi się te występy - niestety nie można było robić zdjęć;( Byłam pod ogromnym wrżeniem cyrkowców, szczególnie gimnastyków oraz obsługi;)

sobota, 15 sierpnia 2009

Spokojny tydzien i leniwy weekend

Tydzień minął spokojnie i dość monotonnie, bez żadnych specjalnych wydarzeń, na szczęście był krótki, ponieważ w pracy byłam tylko 4 dni, jakoś minęło;)

wtorek, 11 sierpnia 2009

Leniwy poniedziałek

W ten poniedziałek na prawdę nie mogłam się podnieść, strasznie nie chciało mi się iść do pracy, no i ogólnie jakoś kiepsko sie czułam, postanowiłam więc zostać w domu. Zadzwoniłam tylko do firmy i usprawiedliwiłam się, po czym poszłam spać dalej... a dalej znaczy, że obudziłam się o 15 ;) Ależ poczułam się wyspana i odpoczęta:) Zdecydowanie obstaje za trzydniowym weekendem:)

niedziela, 9 sierpnia 2009

Refleksja

Doszłam do wniosku, ze muszę zamieszczać posty z większa częstotliwością, lub przynajmniej robić notatki w ciągu tygodnia, bo późnej nie pamiętam co chciałam napisać, a trzeba przyznać jest tego trochę bo sporo się dzieje;) A ponadto zamieszczanie postów hurtowo to już nie to samo;)

niedziela, 2 sierpnia 2009

Rowerem na zamek Blackness

W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Naszym celem było miasteczko Bo’ness i zamek Blackness. Pojechaliśmy jedną stację pociągiem do Linlithgow, aby skrócić sobie nieco trasę i zaoszczędzić nogi na dojazd. Podjazd z Linlithgow okazał się nieco morderczy, ale daliśmy radę. Później czekała nas nagroda w postaci długiego i bardzo przyjemnego zjazdu, podczas którego prędkość sięgała 50km/h, a w samym Bo’ness serpentyny jak w górach. W Bo’ness znajduje się stacja kolei parowej i akurat dojeżdżając do niej usłyszeliśmy gwizd parowozu, po chwili nad drzewami ukazał się dym i usłyszeliśmy nadjeżdżający pociąg.

Od Chodzę i zwiedzam

Postanowiliśmy, że kiedyś musimy tu przyjechać w celu przejechania się koleją, zwiedzenia muzeum i kopalni przy okazji. Ponadto w tym miasteczku znajduje się również muzeum motoryzacji, tak więc jest tu wiele ciekawych rzeczy i szykuje się wyprawa na cały dzień.
Obok stacji kolejowej w dwóch starych wagonach kolejowych rozłożona była makieta i model kolejki. Pogapiłam się, popodziwiałam i … złapałam bakcyla;)

Efektem tego jest właśnie zakupiony model kolejki, mam nadzieję, że dotrze w tym tygodniu
Z Bo’ness skierowaliśmy się do celu naszej podróży - zamku Blackness. Postanowiliśmy możliwie jak najbardziej skrócić sobie trasę i postanowiliśmy pojechać znalezioną ścieżką – samym brzegiem zatoki. Ścieżka początkowo była bardzo fajna, szeroka i wygodna, wkrótce zamieniła się w kamienistą i bardzo wąską ścieżynkę, miejscami wiodącą po falochronie. Jednak mimo tych niedogodności udało nam się dotrzeć do zamku.
Ścieżka
Ścieżynka
Zamek Blackness jest bardzo ciekawy – położony nad samą zatoką, jego mur, w kształcie dziobu statku, wcina się w zatokę. Jak większość zamków w Szkocji tak i ten jest całkiem dobrze zachowany.
Blackness Castle
Zamek Blackness
Powrót z Blacness do Linlithgow był ciężki, ponieważ musieliśmy wspiąć się znad zatoki z poziomu 0
Po stanowiliśmy wrócić wzdłuż kanału, zanim jednak zjechaliśmy nad kanał zatrzymaliśmy się w bardzo sympatycznej knajpce na piwko.
Do Linlithgow dojechaliśmy wzdłuż kanału, jedzie się tam bardzo przyjemnie, cisza tam i spokój, czasami przepłynie jakaś barka, a dookoła pola i łąki.
Ścieżka rowerowa nad kanałem
W planach mamy przejechanie dłuższego odcinka z Falkirk do Edynburga, ale czekamy na dobrą pogodę, niestety ta jakoś nie sprzyja.
Do Edynburga wróciliśmy pociągiem.

sobota, 1 sierpnia 2009

Truck fest

W pierwszy sierpniowy weekend odbywał się w Edynburgu zlot ciężarówek. Wybrałam się tam żeby popatrzeć i porobić zdjęcia. Impreza ta była o wiele lepiej zorganizowana i ciekawsza niż poprzednia na której byłam o zmodyfikowanych samochodach. Na ciężarówkach się nie znam, ale lubię popatrzeć. I muszę przyznać, że było kilka ciekawych egzemplarzy.
Samochody ustawione były tematycznie, na początek wozy strażackie, karetki, wozy policyjne, itd.

Od Truck fest

Od Truck fest

Od Truck fest

Od Truck fest

Od Truck fest


Od Truck fest

czwartek, 30 lipca 2009

Dzień pełen wrażeń

29 lipca
Jak w tytule - dzień obfitujący w różne wydarzenia:
- moje imieniny - w związku z tym zastanawiałam się co by przygotować, ale ostatecznie zdecydowałam, że będziemy świętować w sobotę, a dziś tylko taka kolacyjka z winkiem i lody na deser. Ale na sobotę mam zamiar przygotować coś ekstra, coś nowego i smakowitego. Zostałam mile zaskoczona prezentami - dosałam obiektyw Canon'a 50mm, nad którym już od dawna się zastanawiałam;) oraz książkę o przygotowaniu dań z ryb i innych morskich stworzeń (ciekawe czy to jakaś aluzja co do moich zdolnosci kulinarnych, ewentualnie urozmaicenia menu?:))
- siostra obroniła się i teraz jest pani magister;) W związku z tym, w przerwie na lunch pojechałam do centrum handlowego kupić jakąś kartkę, aby wysłać gratulacje. Oczywiście na wybieraniu takiej jaka by mi się podobała zeszło mi ponad pół godziny, ponieważ jak zwykle nie mogłam się zdecydowac;/
- siotra zaraz po obronie udała się do szpitala (na obserwacje i mala kuracje), mam nadzieję że to nic poważnego i że na weekend wróci do domu;)

środa, 22 lipca 2009

Tuning samochodów

W niedziele udałam się na pokaz zmodyfikowanych - tuningowanych samochodów, a oto co udało mi się tam zobaczyć - zapraszam do ogladania prezentacji


środa, 15 lipca 2009

Zaszalałam, a co!

Tak, tak troszkę zaszalałam i sprawiłam sobie nowy aprat! Stary nie wiedzieć czmu zaczął troszkę szwankować, pewnie można go naprawić, ale był to dobry pretekst do zakupienia czegoś nowego no i lepszego (mam nadzieje;)), bo przecież bez aparatu to sie nie da, a wakacje przecież w toku, jakieś wyjazdy w planch, więc trzeba mieć sprzęt do focenia;)

A sprzęt to Canon 50d ;)


A tu przykładowe zdjęcie z nowego sprzętu, na razie jedno i może takie sobie, ale mam nadzieję że po weekendzie pojawi się ich więcej i na pewno ciekawszych;)



Turniej rycerski

W sobotę, na terenach przyległych do pałacu Linlithgow, odbywał się turniej rycerski. Oczywiście wybrałam się tam, aby zobaczyć jak taka zabawa wygląda, ponieważ jeszcze nie miałam okazji być na tego typu imprezie. Pogoda niesamowicie dopisało - było ciepło i słonecznie. Do Linlithgow dotarłam pociągiem, weszłam na teren pałacu, a tam już były przygotowane areny, jedna do pokazów walki rycerstwa na koniach, na drugiej prezentowano sztuki walki średniowiecznej.
Demonstrowano między innymi ustawienie piechoty przygotowanej do odparcia ataku konnicy. Widziałam i czytałam nie raz o tego typu manewrach, jednak gdy patrzyło się na to w momencie ustawiania wojska, powoli, spokojnie i przy dokładnych komentarzach, wyglądało to niesamowicie – żywy mur z ludzi, ciasno ustawionych jeden za drugim z pochylonymi kopiami, blokujących się nawzajem, uniemożliwiając przez to możliwość ewentualnej ucieczki. Robiło to niesamowite wrażenie.
Od Turniej rycerski

Następnie zademonstrowano strzelanie z muszkietów – to już forma walki XVI-wiecznej. Pokazano jak wiele czasu zajmowało nabicie muszkietu i jak nieprecyzyjny był strzał z tej broni. Ponadto należało pilnować lontu, aby cały czas się żarzył i nie dopuścić do tego aby zgasł, ponieważ wówczas broń stawała się bezużyteczna.
Od Turniej rycerski

Nieco później nastąpił pokaz strzelania z łuku i kuszy. Jak się okazuje nie jest to wcale takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Dla specjalistów, czyli ludzi zafascynowanych tą bronią, zadanie nie było łatwe. A strzelenie do środka tarczy okazało się wręcz niemożliwe. Pokazano również konkurs strzelania do białego pola oraz do arbuza, ponieważ jabłko okazało się celem zbyt małym;) I tu ku zaskoczeniu wszystkich widzów, jednemu z łuczników udało się przestrzelić arbuza imitującego głowę wroga.
Od Turniej rycerski

Jednak najważniejszym punktem turnieju był pojedynek rycerzy na koniach oraz towarzyszące temu potyczki giermków. Rycerzy było czterech, każdy innego herbu. Wjechali na arenę w zbrojach, na koniach przybranych w kropierze – prezentowali się bardzo okazale.
Od Turniej rycerski

Od Turniej rycerski

Od Turniej rycerski


Od Turniej rycerski

Najbardziej charakterystyczną konkurencją turnieju jest oczywiście walka na kopie - walka ta była poważna aż drzazgi leciały z kopii, jeden z rycerzy został zrzucony z konia, lecz giermkowie szybko znieśli go z pola.
Od Turniej rycerski


Od Turniej rycerski

Od Turniej rycerski

Rycerze popisywali się również umiejętnościami chwytania na kopię rzucanych krążków, atakowaniem manekina, który mógł „zaatakować” workiem z piaskiem oraz nakłuwanie na pikę rzeczy znajdujących się na ziemi, ale to oczywiście w końskim galopie. Pokazano również włóczenie koniem i obrzucenie końskim łajnem, które na szczęście imitowałam zerwana w pośpiechu trawa;)
Od Turniej rycerski

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...